Cenzor 5/68

75(!!!) minut na nogach*

(dziennie)

Liceum Ogólnokształcące w Siemiatyczach. Szkoła doskonała. I mniejsza z tym, że czasami w starym budynku bywa trochę chłodno albo że na niektórych lekcjach człowiek musi się nieźle wysilić, żeby ogarnąć, o czym jest w ogóle mowa. Nieważne, bo to przecież nie o to chodzi. Jedna rzecz rekompensuje te oraz wszystkie inne niedogodności. Mianowicie zachodzi tu zjawisko mające kluczowe znaczenie w procesie nauczania. Całkowity i kompletny brak ławek na korytarzach (za wyjątkiem okresu zimowego, kiedy to do szkoły wstawia się 6 ławek z podwórka… 6! – po co w szkole liczącej 500 uczniów aż tyle ławek???).

- I co? I tyle? – zapytacie -tylko dlatego jest tu tak fantastycznie? Gdzie tam – co to by była za placówka, gdyby można w niej było usiąść na parapecie czy (nie daj Boże) na podłodze? Nie do pomyślenia! Dlatego też nauczyciele patrolują korytarze, próbując wypatrzeć i zagrozić uwagą wszystkim uczniom, którzy spróbują złamać ten sensowny i logiczny zakaz. A kiedy już takowego przyłapią… nie jest wesoło. Zwykle można wtedy usłyszeć tego typu dialogi:

- Andżelika, nie siedzimy na podłodze – celowo użyto liczby mnogiej pierwszej osoby.

- Ale, Pani Profesor…- celowo użyto tytułu naukowego.

- Wstawaj! Podłoga zimna – równoważnik zdania – jeszcze się przeziębisz…

- Ale kiedy ja na plecaku siedzę…

- Wstawaj, mówię! – wykrzyknienie kończące jakiekolwiek negocjacje.

Albo:

- Piotrek, zejdź z parapetu.

- Ale…

- Żadne ale, siedziałeś przed chwilą 45 minut.

- Ale ja właśnie po wuefie…

- Bez dyskusji. Wstawaj albo uwaga. I wytrzyj się, pot się z ciebie leje.

Po przeprowadzeniu wyżej wymienionych rozmów nauczyciel wraca do poszukiwania kolejnych delikwentów próbujących złamać kilka najważniejszych reguł szkolnych. Jednocześnie nie może się doczekać następnej przerwy, kiedy to po 45 minutach siedzenia i gadania na lekcji będzie mógł w końcu usiąść w pokoju nauczycielskim i racząc się kawą, pogawędzić z innymi nauczycielami.

 

Kucu

*informacja dla osób o niskim poziomie umiejętności kojarzenia faktów: 75 minut to suma 4 przerw dziesięciominutowych, jednej przerwy dwudziestominutowej, jednej przerwy pięciominutowej oraz 5 minut od przyjścia do szkoły do rozpoczęcia 1. lekcji i 5 minut od ostatniej lekcji do opuszczenia szkoły.

 

 

KOKTAJL

TRUSKAWKOWY

SKŁADNIKI:

*  pół litra jogurtu naturalnego

* pół litra mleka

* 40 dkg truskawek

* cukier do smaku

* odrobina pieprzu

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

1. Wszystko wrzucamy do blendera i miksujemy.

2. Przelewamy do dzbanka i schładzamy.

 

LODY ŚMIETANKOWE

WŁASNEJ ROBOTY!

SKŁADNIKI:

*  1 szklanka śmietany kremówki

* 6 żółtek

* 1/2 szklanki cukru

* 1 szklanka bardzo zimnej maślanki

 

SPOSÓB PRZYGOTOWANIA:

Zagotuj śmietanę kremówkę. Ubij żółtka z cukrem, powolutku, nie przerywając ubijania, wlewaj gorącą śmietanę. Gdy masa będzie gładka i jednolita, przełóż ją do rondla i podgrzewaj, stale ubijając, aż zgęstnieje. Nie gotuj! Przecedź do miski, wymieszaj z maślanką, wstaw na 2 godziny do lodówki, a potem zamroź w maszynie do lodów lub przykryj folią, wstaw do zamrażalnika i zamrażaj, mieszając od czasu do czasu.

 

ROZMOWA Z PANIĄ MAŁGORZATĄ KOŚCIANIUK- NAUCZYCIELKĄ MATEMATYKI I FIZYKI ORAZ ABSOLWENTKĄ NASZEGO LICEUM


CENZOR: Jak wyglądała Pani nauka w liceum?

PANI MAŁGORZATA KOŚCIANIUK: Uczyłam się w naszym liceum. Nauka wtedy wyglądała jednak zupełnie inaczej. Nie było ksero, aby odbić notatki od koleżanki, nie było komórek, aby zrobić zdjęcie planu lekcji, no i oczywiście nie było internetu. Wszystko musieliśmy pisać własnoręcznie. Były tylko dwie klasy równoległe liceum ogólnokształcącego, jedna klasa liceum handlowego oraz mnóstwo zawodówek. Młodzież ucząca się w liceum to byli najlepsi uczniowie w mieście i okolicy, ta słabsza szła do Czartajewa, Drohiczyna lub Ciechanowca. Trzeba było się naprawdę sporo uczyć, aby otrzymać promocję do klasy następnej.

CENZOR: Jak wyglądała Pani matura? Jakie przedmioty trzeba było zdawać obowiązkowo?

PANI MAŁGORZATA KOŚCIANIUK: Na maturze zdawałam pisemnie język polski i matematykę oraz obowiązkowe egzaminy ustne z języka polskiego, języka rosyjskiego, wiedzy o Polsce i świecie współczesnym i jeden przedmiot do wyboru - w moim przypadku była to historia. Przygotowania do matury trwały całą czwartą klasę. Przed pisemnymi maturami prowadzono ranking tematów, które mogą być do napisania na języku polskim. Były to tematy związane z ważnymi wydarzeniami, np. Rok Mickiewicza, okrągła rocznica urodzin bądź śmierci znanego polskiego pisarza. Oprócz tego tuż przed pierwszym dniem matur krążyła lista tematów, która powstawała z tematów wysyłanych przez nauczycieli. Trzeba było wykonać po kilka telefonów do kolegów, kuzynów uczących się w innych szkołach. Podobnie było z matematyką, ale to było dużo trudniejsze do ustalenia. Na maturze z matematyki było pięć zadań, aby dostać najwyższą ocenę należało zrobić bezbłędnie trzy. Zawsze było zadanie z badania przebiegu zmienności funkcji, z geometrii analitycznej i brył, czasem zdarzały się całki. Egzaminy pisemne zawsze odbywały się w poniedziałek i wtorek  i do piątku czekało się na wyniki. W piątek pojawiały się w szkole listy z wynikami i tylko ci uczniowie, którzy zdali egzaminy pisemne przystępowali do ustnych. Na egzaminie ustnym z języka polskiego losowało się zestaw trzech pytań, dwa dotyczyły literatury a jedno gramatyki. Ja trafiłam na rozbiór zdania, „Treny” Jana Kochanowskiego i „Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej. Najbardziej bałam się właśnie tego egzaminu, nawet miałam pomysł, aby na niego się nie zgłosić. W ostatniej chwili moja mama wygnała mnie z domu, a przy wejściu do szkoły usłyszałam głos kolegi, który wychylał się przez okno na drugim piętrze i krzyczał: szybko, już wchodzisz. No i weszłam, a potem już wszystko było z górki. Może kogoś zaskoczy historia, którą zdawałam jako przedmiot dodatkowy, ale tak w życiu bywa, nie zawsze można zdawać to, co się chce. Ostatni egzamin zdałam 16 maja, a później były najdłuższe wakacje, trwające aż do października. W międzyczasie przeżyłam kolejny stres – egzaminy wstępne na wyższe uczelnie, których zdanie nie było jednak warunkiem przyjęcia na studia. Dostawali się tylko ci uczniowie, którzy zdali je najlepiej. Mnie się udało, z czego bardzo się cieszę. Po studiach wróciłam do swojej starej szkoły, z tym że stoję z drugiej strony biurka.

CENZOR: Bardzo dziękujemy za poświęcony nam czas i wspomnienia.

PANI MAŁGORZATA KOŚCIANIUK: Ja także dziękuję.

 

ROZMOWA Z PANIĄ ELŻBIETĄ SIELICKĄ- NAUCZYCIELKĄ GEOGRAFII I ABSOLWENTKĄ NASZEGO LICEUM


Cenzor: Jaki wspomina Pani swoją maturę?

Pani Elżbieta Sielicka: Oj, było to już dość dawno i zapewne czas zatarł ówczesne wrażenia i odczucia. Wiem, że zdawałam sobie sprawę z ważności tego egzaminu i jego wpływu na dalsze życiowe plany. Zawsze były mi bliskie słowa Boba Dylana: „Możesz zbudować drabinę prowadzącą do gwiazd i zdobywać każdy jej szczebel”. Każdy z nas ma swoje małe niebo stworzone przez nasze marzenia, plany i zamierzenia. Matura była dla mnie takim właśnie szczeblem.

C: Jakie przedmioty zdawała Pani na maturze?

P.E.S.: Był to język polski i matematyka w formie pisemnej oraz język rosyjski i oczywiście geografia w formie ustnej.

C.: Czy przy zdawaniu egzaminu maturalnego towarzyszył Pani stres?

P.E.S.: Zapewne tak, przecież egzamin maturalny był pierwszym, tak poważnym sprawdzeniem mojej wiedzy. Ale nie sądzę, aby był to stres paraliżujący moje poczynania. Wydaje mi się, że był on bardziej mobilizujący mnie do myślenia i działania. Najbardziej stresujące było oczekiwanie na rozpoczęcie egzaminu, niż sam egzamin. Pamiętam, że geografię zdawałam jako jedna z ostatnich
i strasznie mi się dłużyło, i nie mogłam doczekać się swojej kolejki. Moja cierpliwość tego dnia musiała także zdać egzamin.

C.: Czy wierzyła Pani w jakieś przesądy, które mogłyby pomóc pozytywnie zdać maturę?

P.E.S.: W żadne! Uważałam, że należy liczyć na siebie i mieć nadzieję na opiekę niebios. Każdy maturzysta musi wierzyć we własne możliwości i zdolność realizowania stawianych przez siebie celów. Ale rozumiem, że niektórzy lubią zabrać ze sobą rzecz „przynoszącą szczęście”

C.: Czy zadowolona była Pani z wyników matury?

P.E.S.: Można powiedzieć, że tak, gdyż uzyskałam dość dobre wyniki z matury. Pozwoliły mi one na studiowanie geografii na Uniwersytecie Warszawskim.

C.: Jaką myśl, radę przekazałaby Pani obecnym i przyszłym maturzystom?

P.E.S.: Niech to będzie myśl Czesława Miłosza: „Nadziei każdy musi szukać sam dla siebie. Nie ma żadnej powszechnej recepty.”

rozmawiała Joanna Korniluk

 

ROZMOWA Z PANEM SZCZEPANEM KOCEM- NAUCZYCIELEM HISTORII, WIEDZY O SPOŁECZEŃSTWIE, HISTORII I SPOŁECZEŃSTWA W NASZEJ SZKOLE


Patrycja Wiśniewska: Chciałybyśmy przeprowadzić z Panem Profesorem wywiad dotyczący wspomnień związanych z maturą. A więc, na początku dowiedzmy się, z jakich przedmiotów zdawał Pan maturę?

Pan Szczepan Koc: Chciałem studiować prawo lub historię, dlatego na maturze zdawałem wiedzę o społeczeństwie i historię.

Justyna Kruszewska: Jak wspomina Pan dni maturalne? Czy towarzyszył Panu stres? Jeżeli tak, w jaki sposób Pan sobie z nim radził ?

P. Sz.K.: Był to pierwszy ważny egzamin w moim życiu, więc się trochę stresowałem. Stres zelżał, kiedy uświadomiłem sobie , że matura to nie koniec świata, a dopiero jego początek.

Patrycja Wiśniewska: Słyszałyśmy o przesądach maturalnych, m. in. trzeba mieć coś pożyczonego. Niektórzy maturzyści w nie wierzą. Czy Pan Profesor również? Czy pamięta Pan jakiś szczególny z własnej matury ?

P.Sz.K.: Nie jestem przesądny, ale wiem , że moje koleżanki nie obcinały włosów od studniówki.

Justyna Kruszewska: Każdy maturzysta ma inne podejście do nauki. Jak intensywnie przygotowywał się Pan Profesor do zdania matury ? Czy miał Pan szczególny sposób na naukę?

P.Sz.K.: Miałem dobrych nauczycieli w liceum, którzy systematycznie przygotowywali mnie do egzaminu. Poza tym rozwiązywałem testy maturalne z wcześniejszych lat. Więc ostatnie dni przed maturą spędziłem na przeglądaniu  notatek z zeszytów i powtarzaniu.

Patrycja Wiśniewska: Zbliżamy się do końca wywiadu. Na zakończenie chciałybyśmy dowiedzieć się , czy jest Pan zadowolony z uzyskanych wyników maturalnych. Jeżeli to nie jest tajemnicą , w jaki sposób świętował Pan Profesor zdanie matury ?

P.Sz.K.: Zawsze mogło być lepiej, ale już tego nie zmienię. Po maturze wyjechałem nad morze z innymi maturzystami.

Justyna Kruszewska: Dziękujemy za udzielenie wywiadu, życzymy wielu sukcesów w pracy.

rozmowę przeprowadziły

Patrycja Wiśniewska i Justyna Kruszewska

 

ROZMOWA Z PANIĄ TERESĄ URBAŃSKĄ- WICEDYREKTOREM I NAUCZYCIELKĄ MATEMATYKI W NASZEJ SZKOLE

CENZOR: Czy stresowała się Pani przed maturą?

PANI TERESA URBAŃSKA: W czasach, gdy zdawałam maturę był to pierwszy poważny egzamin. Teraz młodzież, która zdaje egzamin maturalny, wie, jak on wygląda, gdyż ma już za sobą kilka podobnych egzaminów- w klasie czwartej, szóstej oraz gimnazjum, który nie bez powodu jest nazywany ,,małą maturą”. Mimo że w tamtych czasach matura wyglądała zupełnie inaczej, stres towarzyszył zdającym. Teraz, po latach, gdy przypomnę sobie wszystkie egzaminy, które w życiu zdawałam, był to jeden z najłatwiejszych egzaminów, ale najbardziej stresujący.

C. : Z jakich Pani przedmiotów zdawała maturę?

P.T.U.: Łącznie zdawałam egzaminy z 4 przedmiotów obowiązkowych: z języka polskiego-pisemny i ustny, z matematyki- pisemny, z języka rosyjskiego oraz wiedzy o społeczeństwie- ustne. Trzeba było wybrać jeszcze jeden przedmiot na egzamin ustny, tak zwany przedmiot dodatkowy. Ja oczywiście wybrałam matematykę.

C.: Czy jest Pani zadowolona z osiągniętych wyników?

P.T.U.: Wyniki, które uzyskałam z egzaminów satysfakcjonowały mnie, z wyjątkiem jednego. Była to ocena z pisemnego z matematyki. Dostałam czwórkę. Wiele osób cieszyłoby się z tej oceny, ale ja, jako przyszły matematyk, byłam bardzo niezadowolona. Do dnia dzisiejszego pamiętam dokładnie treść zadania, w którym popełniłam błąd.

C.: Czy miała Pani przygotowane jakieś ściągi?

P.T.U.: Gdy zdawałam maturę, napisanie ściągi było pewną formą przygotowania się do egzaminu. Nie było Internetu, telefonów robiących zdjęcia, ksera. Trzeba było własnoręcznie napisać ściągi. Każdy wchodzący na egzamin czuł się bezpieczniej, mając je w kieszeni.

C.: Czy wierzy Pani w różne przesądy związane z maturą? Jeśli tak, to jakie?

P.T.U.: W przesądy nie wierzę, ale czasami los może być złośliwy. Sama tego doświadczyłam. Wchodząc na egzamin ustny z języka polskiego, bardzo nie chciałam wylosować zastawu z interpretacji wiersza. Niestety, pierwsze pytanie w zastawie dotyczyło właśnie analizy i interpretacji wiersza.

C.: Bardzo dziękuję za ten krótki wywiad i wspomnienia.

P.T.U.: Ja również dziękuję.

rozmowę przeprowadziły

Kasia Piotrowska i Martyna Sutyniec

 

ROZMOWA

Z PANIĄ AGNIESZKĄ STYPUŁKOWSKĄ- NAUCZYCIELKĄ JĘZYKA ANGIELSKIEGO I ABSOLWENTKĄ NASZEGO LICEUM


Cenzor: Jak Pani wspomina swoje czasy szkolne?

Pani Agnieszka Stypułkowska: Bardzo lubię przebywać z ludźmi. Szkoła to był właśnie  sposób na to, żeby przebywać z rówieśnikami. Wtedy Internet jeszcze nie istniał, ale i tak się integrowaliśmy. W szkole organizowano wówczas różne dyskoteki, eventy. Nie była potrzebna pomoc ochrony, czuliśmy się bezpiecznie. Ludzie przychodzili na imprezy po to, aby się bawić. W siemiatyckim SOK-u organizowano koncerty. Pewna grupa ludzi co tydzień zapraszała różne bandy, które były wówczas bardzo popularne. Za moich czasów nie potrzebowaliśmy dopalaczy typu alkohol lub innych środków psychoaktywnych, aby dobrze się bawić. Wystarczyła dobra muzyka i dobre towarzystwo. To oznaczało dobrą zabawę. Co piątek odbywały się dyskoteki na korytarzu w szkole. W soboty były koncerty w SOK-u – jak już wspominałam. Dużo też było zajęć sportowych. Wszyscy potrafili się zintegrować i właśnie to było niesamowite.

C: Jaka moda panowała w tych czasach?

P.A.S.: To zależało od grup, do których się należało. Byli ludzie, którzy słuchali muzyki grunge, np. zespołu Nirwana, często nosili koszulki z nazwą zespołów typu: Nirvana, Pearl Jam. Do tego koniecznie jeansy i czarna koszula, fryzura „na Kurta Cobaina”. Inną grupą byli reggae'owcy – słuchali piosenek Boba Marley'a, mieli długie włosy, często dredy. Nosili rzeczy w odpowiednich kolorach. W sumie jest tak, jak w tej chwili. Jeszcze inną grupą byli rockmeni – mój mąż akurat słuchał muzyki metalowej. Ubierali się na czarno, chodzili w obcisłych spodniach, mieli długie włosy. Była moda na tworzenie własnych zespołów – akurat w tamtych czasach rozwijała się tzw.  muzyka garażowa, która przyszła do Polski ze Stanów. Moda była przeróżna: ludzie chodzili w rurkach i w dzwonach – jeżeli chodzi o spodnie. Zależała głównie od trendów muzycznych. Była także grupa sportowców, więc wiadomo: dresy, adidasy i tym podobne.

R: Jakie miała Pani relacje z nauczycielami?

A.S.: Dość dobre. Do tej pory mam bliski kontakt z moją wychowawczynią z tutejszego liceum, czyli z panią Barbarą Purą. Na to, że wybrałam zawód nauczyciela- anglisty miała wpływ moja pani od angielskiego. Niestety, już nie żyje. Była bardzo ciekawą osobowością, świetną anglistką, umiejącą zadbać o kontakt z młodzieżą i potrafiącą przekazać wiedzę. Jeśli chodzi o historię, to był mój ulubiony przedmiot. W podstawówce uczyła mnie pani Piotrowska. Była wspaniałą nauczycielką. Do tej pory czuję wobec niej wdzięczność za trud, który włożyła w nasze wychowanie patriotyczne. W liceum kontynuowałam swoje zainteresowania u pani Grażyny Uszyńskiej – świetnej osobowości  i świetnego nauczyciela. Zawsze lubiłam wiedzieć i lubiłam się uczyć. Nauczyciel podpowiadał, jak się uczyć i nas prowadził. Zależało mi na dobrych relacjach, szczególnie jeśli chodziło o nauczycieli przedmiotów, które mnie interesowały,  zależało mi na tym, żeby się nauczyć. Wiedziałam, że ważne jest zdobycie wiedzy, aby pójść na studia. Nauczycielom też na tym zależało.

C: Jak wyglądała Pani matura?

P.A.S.: Wyglądała trochę inaczej  niż teraz. Zdawałam egzaminy z języków polskiego, angielskiego i niemieckiego. Jak już mówiłam, pani od angielskiego zaraziła mnie miłością do tego języka. Proszę wziąć pod uwagę fakt, że w podstawówce nie uczyłam się go w ogóle. W liceum miałam tylko dwie godziny tygodniowo języka angielskiego, ale uczył mnie tak świetny nauczyciel, że byłam w stanie nieźle zdać maturę. Moja  wychowawczyni była germanistką –  legendą. Tak samo jak z językiem angielskim, nie miałam również problemów z językiem niemieckim, a przecież w podstawówce uczyłam się tylko rosyjskiego. Także nauczyłam się dwóch języków obcych w naprawdę bardzo dobrym stopniu właśnie w tej szkole.

C: Bardzo dziękujemy za ten krótki wywiad i wspomnienia.

P.A.S.: Ja również dziękuję.

 

rozmowę przeprowadziły

Karolina Sak i Karolina Kozak

 

Rozmowa z księdzem Przemysławem Łozą- wikariuszem w Parafii p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Siemiatyczach i absolwentem z roku 2005 Liceum Handlowego w naszym Zespole Szkół

Bartek Głowacz:  Co było powodem, dla którego ksiądz podjął naukę w Liceum Handlowym w Siemiatyczach?

Ks. Przemysław Łoza: Pod koniec szkoły podstawowej nie miałem dokładnie sprecyzowanych planów na przyszłość. Do wyboru było liceum ogólnokształcące bądź technikum, po którym mógłbym rozpocząć pracę w danym zawodzie.   Z racji praktycznych i po rozmowach z rodzicami wybrałem właśnie szkołę, w której przygotuje się do konkretnego zawodu. Było to pięcioletnie Liceum Handlowe.

B.G.:  Jak ksiądz wspomina lata nauki w Liceum Handlowym? Jaki przedmiot sprawiał największe trudności, a jaki ksiądz lubił  najbardziej?

Ks.P.Ł.: Początki przeważnie są trudne, nowe środowisko, wymagania, nowi nauczyciele, przedmioty zawodowe itd. Nauka w tym czasie (rozpocząłem ją w 2000 r.) odbywała się na tzw. zmiany. W niektóre  dni zaczynałem lekcje w południe, a kończyłem ok. 19.00. Niekiedy bywało to uciążliwe. Przez pierwsze dwa lata mieszkałem u znajomych na stancji, bo nie było autobusów, którymi mógłbym wracać do domu. Ucząc się w kolejnych klasach, poznałem nowych kolegów i koleżanki, z którymi mogłem wspólnie spędzać zarówno czas w szkole, jak i czas po lekcjach. Nauczycieli wspominam bardzo dobrze, dziękuję im serdecznie za wysiłek włożony w nauczanie oraz wychowywanie. Wychowawczynią naszej klasy była pani Irena Łuba, która uczyła nas  przedmiotów zawodowych.

Jeśli chodzi o przedmioty, to ze wszystkimi sobie dobrze bądź bardzo dobrze radziłem, nie przepadałem za lekcjami wychowania fizycznego, szczególne wtedy, gdy graliśmy w piłkę nożną. Mój ulubiony przedmiot? Było ich kilka, np. geografia, religia, historia, j. polski oraz rachunkowość.

B.G.:   Obecnie, aby mieć zdaną maturę, trzeba zdać egzaminy z jednego przedmiotu na poziomie rozszerzonym, jednego języka obcego oraz języka polskiego i matematyki na poziomie podstawowym. Jak to wtedy wyglądało?

Ks.P.Ł.: Reprezentuję ostatni  rocznik, który zdawał tzw. „starą maturę” . Nie było podziału na poziom podstawowy i rozszerzony Na maturze zdawałem oczywiście obowiązkowo język polski. Pisałem pracę o literaturze faktu dotyczącej drugiej wojny światowej (praca z tekstem źródłowym). Drugi przedmiot, który wybrałem, to historia. Wypracowanie pisałem o rozbiciu dzielnicowym w Polsce. Oczywiście po egzaminach pisemnych były ustne, z których byłem zwolniony z racji wysokiej średniej końcowej oraz bardzo dobrze zdanych egzaminów pisemnych z języka polskiego i historii. Dziękuję serdecznie p. Alinie Wolszczuk oraz p. Alicji Smoktunowicz za pomoc w przygotowaniu do matury.

B.G.:   Jak wyglądało przygotowanie księdza do matury? Czy towarzyszył wówczas księdzu stres?

Ks.P.Ł.: O przygotowaniu do matury myślałem od pierwszej klasy liceum. Starałem się bardziej z tych przedmiotów, które chciałem zdawać. Wkładałem więcej wysiłku, aby czytać, poznawać, pytać itd. Najwięcej wysiłku włożyłem w ostatniej, piątej klasie liceum, kiedy mieliśmy dodatkowe spotkania z nauczycielami. Oczywiście, jak każdy lub większość uczniów, stresowałem się przed maturą, obawiałem się, czy trafię na dobre pytania, tematy.

B.G.:   W którym momencie nauki ksiądz podjął decyzję o wstąpieniu do seminarium? Czy było to natchnienie nagłe czy przemyślane?

Ks.P.Ł.: Moje powołanie do kapłaństwa rozwijało się powoli. Pierwsze myśli o wstąpieniu do seminarium pojawiły się w dzieciństwie. Nie podchodziłem do nich poważnie, bo traktowałem je jako marzenia. Później zostałem ministrantem (chyba w trzeciej klasie szkoły podstawowej) i tak powoli przybliżałem się do ołtarza. W liceum handlowym ponownie na poważnie pomyślałem o wstąpieniu do stanu duchownego, ale nie mówiłem o tym nikomu. W czwartej klasie pojechałem na rekolekcje do seminarium w Drohiczynie. Rok później również byłem na rekolekcjach i to na nich ostatecznie podjąłem decyzję o wstąpieniu do seminarium, aby tam podjąć przygotowanie do posługi kapłańskiej.

B.G.:   Czy ksiądz w tej chwili jest zadowolony z tego, że wybrał taką drogę życiową, a nie inną?

Ks.P.Ł.: Tak, jestem bardzo zadowolony z drogi, którą wybrałem. Jeszcze w szkole średniej myślałem o studiach informatycznych, bo interesowałem się komputerami. W powołaniu kapłańskim łączę moje zainteresowanie teologią z zainteresowaniem nowymi technologiami, które wykorzystuję w posłudze kapłańskiej, np. na katechezie.

B.G.: Bardzo dziękuję za rozmowę.

Ks.P.Ł: Ja również dziękuję.

rozmawiał Bartek Głowacz

 

 

Wakacje,

czyli co każdy z nas planuje i co mu z tych planów wychodzi

Jak co roku planuję wakacje. Plany zaczynają się we wrześniu, czasem później ze względu na to, że nie wiem, co będzie się ze mną dziać. Ciągła nauka, do której jestem zmuszany w szkole, skuteczne blokuje moją wyobraźnię oraz plany dotyczące dość wesołej części roku. Do tego dochodzą też media, znajomi oraz inne wredne rzeczy, skutecznie zjadające mój czas.

W tym roku będzie inaczej!

Nieważne, jak bardzo ostatnie wakacje były dobre, zawsze marzymy o tym, aby następne były lepsze.  Nic z tego. Historia zawsze pisze się na nowo, ludzie przychodzą i odchodzą, czas i miejsce się zmienia, a ja, kurczę, nigdy(!)nie mogę spać, kiedy jest gorąco!!

Wyłącz komputer, bo grzmi!

Jak to zwykle bywa, każdy z nas, nawet największy imprezowicz, podróżnik lub inny fanatyk bycia po za domem musi w końcu usiąść przed komputerem. Choćby tylko po to, aby na Fejsie pochwalić się swoim znajomym, wrogom, szpiegom USA oraz KGB tym, gdzie akurat jest, co robi czy po prostu wstawić „słiiit focię” z kibla w Zakopanem. Ale wracając do sedna, kiedy już wesoło będziesz liczył bladoniebieskie okejki pod swoimi zdjęciami, na pewno usłyszysz:

- Wyłącz komputer, grzmi!

- Mamo, ale gdzie?
- Słyszałam grzmoty
- To pewnie sąsiad.
-Sąsiad spadł z nieba?! To był piorun!
- Ja nic nie widziałem.
- A te błyski?

- Jakie błyski?

- Jak Ci się komputer spali, to żebyś nie płakał!

Ale lepiej w kraju czy za granicą?

Dam wam radę. Nie słuchajcie rad kogoś, kto nigdy nigdzie nie był. Ja bywałem w wielu miejscach, w Białymstoku, w Warszawie, w Siemiatyczach, ale byłem też w innej metropolii, otóż w stolicy „Euro-Złodziejstwa”, czyli Brukseli. Jak każdy siemiatyczanin musiałem odwiedzić Belgię i jedno mogę  powiedzieć.. Już nigdy tam nie wrócę. Dlaczego? Wbrew pozorom nie jest to ani ładne, ani przyjazne miejsce. W najlepszym przypadku pobiją cię Polacy, w najgorszym- inni imigranci belgijscy. Wracając do sedna: tam było po prostu nudno. Bruksela to dobre miejsce, ale tylko do pracy. Tak samo jest z innymi miejscami. Hiszpania, Grecja, Egipt, Chorwacja, tam wszędzie jest pięknie ,ale tylko w wizjach szarego człowieka, jakby w myśl zasady: „Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma”. Ja sam znalazłem dobre miejsca na świetną zabawę. Przykład? Proszę. Rosja! Przyjazna, gościnna, i przede wszystkim INNA niż w mediach…

Litwa! Niegdyś kolebka polskiej arystokracji, nauki i szlachty, dziś – nieznana…
Ukraina! A nie. Na razie nie xD
Czechy(o) i Słowacja Wiecie coś o nich? Zabytki? Coś ktoś?

Wymienione kraje to państwa, o których nikt nie pamięta, państwa, które były nam bliskie, dopóki bogaty  euro polisz obywatel nie przestał nimi gardzić.

Nie chcecie słuchać moich rad, jedźcie do Egiptu.

D.G.

NAJWSPANIALSZYCH, NAJGORĘTSZYCH, OBFITUJĄCYCH W CUDOWNE PRZEŻYCIA WAKACJI SPĘDZONYCH W DOBRYM TOWARZYSTWIE

ŻYCZY

REDAKCJA „CENZORA”