Cenzor 2/70

Zmienne humory,

czyli moja wersja wycieczki

30 października (czwartek) razem ze swoją klasą oraz tymi, którzy tak jak ja brali udział w konkursie czytelniczym i plastycznym, dotyczącym twórczości Jakuba Ćwieka, miałem jechać na zwykłą szkolną wycieczkę do Białegostoku. Dla mnie jednak okazała się ona pełna  niezapomnianych wrażeń i  zwrotów akcji.

TAK DŁUGO CZEKAŁEM

Nie mogłem się doczekać tego dnia, lekcje w szkole dłużyły się w nieskończoność i już straciłem nadzieję na to, że kiedykolwiek ten dzień nadejdzie. W końcu odetchnąłem z ulgą, była środa, zakupiłem wszystkie potrzebne rzeczy na wyjazd, spakowałem się i oczekiwałem upragnionego czwartku. W nocy nie mogłem spać, tak bardzo oczekiwałem na następny dzień, chciałem, aby wszystko ułożyło się po mojej myśli, miałem nieciekawe sny, obawiałem się jednej z atrakcji jutrzejszego dnia- lodowiska. Bałem się, czy dam radę, nie zrobię sobie krzywdy ani tym bardziej komuś innemu. Była 01:00 (czwartek), kiedy w końcu usnąłem. Wstałem o 5:30, umyłem się, ogoliłem, zjadłem śniadanie i zacząłem oczekiwać na transport. Pod szkołę zawiózł mnie tata  koleżanki (Karoliny). Była już 7:15, uzupełniłem ostatecznie zapasy, zakupiłem picie w najbliższym sklepie, po czym przywitałem się ze znajomymi i razem czekaliśmy na autobus.  Nasza wycieczka liczyła 31 osób, jej kierownikiem była pani prof. Monika Basista (nasza wychowawczyni), a opiekunką pani prof. Jolanta Grzymkowska (jeden z nauczycieli-bibliotekarzy w szkole). Autokar wreszcie nadjechał, a ja szybko znalazłem sobie w nim fajne miejsce, siedziałem praktycznie na środku, ni to z tyłu ni to z przodu, razem ze mną usiadł Darek. Podróż do Białegostoku dłużyła się, rozmowa nie kleiła się, widok zza okna był dosyć znajomy, praktycznie każdy jechał już tą trasą. Postanowiliśmy nawet z kolegą zacząć grać w karty, które specjalnie na tę okazję zabrałem, jednak już  pierwsza próba zakończyła się fiaskiem. Z braku zajęcia i głodu ubywało mi  za to coraz  więcej prowiantu, ale w końcu odetchnąłem z ulgą, gdy zauważyłem, że dojechaliśmy do podlaskiego miasta studentów- Białegostoku. Teraz już tylko wystarczyło jechać w stronę Zespołu Szkół Mechanicznych. Po 10 minutach dotarliśmy na miejsce, do ,,Mechaniaka” na ul. Broniewskiego 14.

SPOTKANIE Z PISARZEM

W zeszłym roku też zorganizowano tam spotkanie z pisarzem, na którym większość uczestników wycieczki była, więc każdy czuł się tam prawie jak u siebie. Ja jednak byłem tam  pierwszy raz i musiałem dokładnie podążać za innymi, żeby się nie zgubić. Przed  godziną 10 rozpoczęło się spotkanie z Jakubem Ćwiekiem- pisarzem, na temat twórczości którego odbył się konkurs czytelniczy i plastyczny w naszej szkole. Rozmowa toczyła się w niezwykle przyjaznej atmosferze. Nie był to typowy nudny wykład. Autor od samego początku zaznaczył, że nie musi mówić koniecznie tylko o swoich książkach (nawet w ogóle mógł o nich nie mówić, bowiem zdawał sobie sprawę, że nie każdy znał jego twórczość). Na tym spotkaniu Jakub Ćwiek mówił o książkach, filmach czy też muzyce. Bardzo łatwo nawiązał  kontakt z publicznością, która raz po raz zadawała mu pytania dotyczące jego twórczości, życia czy też zainteresowań. Oprócz nas licznie na spotkaniu stawiła się młodzież z ,,Mechaniaka” (głównie chłopcy).

Na koniec wizyty można było zrobić sobie zdjęcie z Jakubem Ćwiekiem oraz pozyskać jego autograf. Czekając w kolejce na swoją kolej, zwróciłem baczną uwagę na scenę. Na jej tle przedstawione na plakatach były trzy książki z pierwszego etapu: ,,Kłamca cz.1”, ,,Ciemność płonie” i ,,Dreszcz” oraz z następnego etapu: ,,Chłopcy”. Gdy nadeszła moja kolej, poprosiłem kolegę, aby zrobił mi zdjęcie. Po 20 s. pozowania byłem spełniony, zadowolony i właściwie mogłem już wracać, jednak ta wycieczka dopiero się rozpoczęła.

PRZEDPOŁUDNIE W MUZEUM

Podziękowaliśmy za miłe przyjęcie w „Mechaniku” i po 5 minutach udaliśmy się do autobusu. Szybko dotarliśmy na ulicę Warszawską 37. Tam znajdowało się Muzeum Historyczne. Mimo że jestem na profilu historycznym, nigdy nie lubiłem bywać w takich miejscach i tym razem też miałem mieszane uczucia.  Na początek weszliśmy do pomieszczenia, gdzie znajdowała się makieta Białegostoku z wcześniejszych czasów, było to jak dla mnie nudne doświadczenie, zresztą byłem jeszcze w świecie książek fantastycznych Jakuba Ćwieka. Później, po obejrzeniu tej makiety, udaliśmy się do pokoju, gdzie przewodniczka przedstawiła nam prezentację na temat islamu i judaizmu. Pokazała nam też różnorodne przedmioty dotyczące tych religii. Było to ciekawe doświadczenie i z przyjemnością słuchałem coraz to nowych opowieści o muzułmanach i żydach. Po krótkim wykładzie przeszliśmy w ręce pewnego pana. Ten pracownik muzeum przedstawiał nam różne miejsca w muzeum, opowiadał historie dotyczące tych pomieszczeń oraz zalecał, żeby niczego nie dotykać. Czas bardzo mi się dłużył, gdy weszliśmy do jadalni, zauważyłem suto zastawiony stół i od razu żołądek o sobie przypomniał. Nie mogłem się doczekać, aż stamtąd wyjdziemy i w końcu coś zjemy. Po upływie 20 minut moje marzenia się spełniły, gwałtownym krokiem ruszyłem do autobusu i razem z wszystkimi udałem się do Galerii Alfa.

UPRAGNIONY RELAKS I „STRASZNY” FILM

Nareszcie dotarliśmy do Alfy, mieliśmy jeszcze z półtorej godziny do seansu filmowego, więc każdy miał czas wolny w galerii. Dziewczyny zapewne udały się po ciuchy, buty, perfumy i te wszystkie kobiece sprawy. Ja natomiast, jak praktycznie każdy chłopak, poszedłem  w typowo męskie miejsca. Na początku razem ze znajomymi ruszyliśmy do empiku, aby zobaczyć nowe książki. Na miejscu zauważyłem dużo ciekawych publikacji, jednak środki finansowe zabrane z domu wystarczały mi tylko na jedzenie. Przed pójściem do tzw. fastfoodów udaliśmy się jeszcze do sklepu sportowego. Z braku pieniędzy i tym razem mogłem sobie tylko pooglądać przedmioty na półkach. Po dokładnym przejrzeniu sklepu, zacząłem rozmowę z pracownicą. Chciałem mianowicie dowiedzieć się, czy sprzedają narty, zainteresować się cenami, ponieważ mam zamiar od dłuższego czasu sprzedać swoje narty. Kiedy zauważyłem, że moi koledzy wyszli już ze sklepu, zakończyłem miłą pogawędkę i razem z chłopakami poszliśmy w poszukiwaniu czegoś do ,,żarcia”. Po zakupie i zjedzeniu tego niezdrowego jedzenia, wybraliśmy się w kierunku kina ,,Helios”. Czekając na pozostałych, kupiłem średni popcorn na film, kiedy już wszyscy przybyli z naszej grupy, weszliśmy i zajęliśmy miejsca na widowni. Mieliśmy oglądać film pt. ,,Diabelna plansza Ouija”- był to horror, jednak dla mnie taki horror był nieco później. Po przedłużających się reklamach wreszcie zaczęliśmy oglądać. Produkcja przez większość publiczności była odebrana jak komedia, niektórzy tylko z przerażeniem patrzyli na ekran albo udawali, że się boją.

HORROR NA LODOWISKU

Po tej ,,komedii” pojechaliśmy na ul. Zwierzyniecką na lodowisko. To tego miejsca chciałem uniknąć i wyczyny na nim mieć  już za sobą. Z jednej strony chciałem nauczyć się jeździć, z drugiej strony chciałem uniknąć porażki i zrobienia czegoś niewłaściwego. Jak się potem okazało, moje obawy były słuszne. Jednakże zanim zaczęła się jazda, każdy z nas musiał wybrać sobie odpowiednie łyżwy. Większość z moich znajomych umiała jeździć i na lodowisku była nie pierwszy raz, ale byli też tacy, którzy podobnie jak ja dopiero zaczynali swoją karierę na lodzie. Już pierwsze kroki, jeszcze poza lodem, były dla mnie bardzo trudne. Kompletna porażka! Po prostu nie mogłem utrzymać się na lodzie! Po upływie 15 minut jazda nie stawała się łatwiejsza, jednak w tym momencie zobaczyłem dobrą znajomą- Magdę, jej kolega doradził mi, żebym zawiązał dobrze buty. Ja zaś zrobiłem coś, czego nikt się nie spodziewał, zamiast dojechać do początku lodowiska, wyskoczyłem przez barierkę. Nie wiem, co wtedy sobie myślałem… Chłopak, który nie może utrzymać się na lodzie, a skacze wzwyż poza lód. To jest paranormalne.. Po upływie 5 minut udało mi się opanować sytuację, wróciłem do Magdy, jazda sprawiała mi coraz większą przyjemność,  nawet raz się przewróciłem, ale nawet to nie zepsuło mi zabawy. Później było tylko gorzej, znajoma odjechała, bo skończył się jej czas na lodowisku, a ja zacząłem kręcić kółka. Nic nie byłoby w tym dziwnego, ale ja jechałem pod prąd! Tak, teraz też się sobie dziwię…  Kulminacyjnym momentem był mój drugi skok w bok z łyżwami. Wtedy zainterweniował ochroniarz lodowiska. Życie wielu ludzi przeszło mi przed oczami. Uświadomiłem sobie, że ktoś mógł wjechać w bandę głową prosto w moją łyżwę, postanowiłem przemyśleć moje zachowanie i więcej tego dnia już nie jeździć. Było już około 19 i czas naszej wycieczki dobiegał końca. Wyszliśmy z lodowiska i poszliśmy do autokaru.

W drodze powrotnej usiadłem z kim innym, okazał się on ciekawszym rozmówcą od Darka (wybacz, Darek). Czas szybko zleciał i około 21 dotarliśmy  na teren naszej szkoły. Stamtąd zabrał mnie tato i razem z siostrą, która wracała z Białegostoku, pojechaliśmy do domu. Niczego z tego dnia nie żałuję, z wielką chęcią przypominam tamte wydarzenia i obiecuję sobie, że na lodowisko jeszcze nie raz zawitam. Mam tylko nadzieję, że nie w takim postrzelonym stylu.

Pawka

 

JERZY HOFFMAN W SIEMIATYCZACH

Dnia 7.11. 2014 r. w piątek w SOK-u odbyła się prezentacja filmu "Potop Redivivus". Gościł wtedy u nas reżyser "Potopu" Jerzy Hoffman, któremu po seansie filmowym można było zadać kilka pytań. Zgromadzona młodzież mogła zobaczyć okrojoną wersję pierwotnej odsłony tego dzieła (film był nominowany do Oscara), które w wydaniu z 1974 r. trwa 316 minut (5 godzin i 16 minut). "Potop" w nowej wersji trwa krócej, bo 185 minut (3 godziny i 5 minut). Wynika więc z tego że z filmu wycięto 40% jego treści.

Nowa wersja ekranizacji jednej z powieści "Trylogii" powstała z inicjatywy jej reżysera. Motywem jego działania była "piękność obrazu", jaka jest możliwa do uzyskania przy pomocy regeneracji metodą cyfrową. Przyczyną tego działania była także po prostu długość filmu z 1974 r. (chociaż podczas oglądania nowej wersji niektórym było ciężko wysiedzieć do końca, ale może to tylko z powodu twardych krzeseł). Jerzy Hoffman stwierdził, że ta redukcja materiału filmowego nie ma wpływu na fabułę i główny wątek, lecz jedynie przyśpiesza akcję.

Na mnie, jak i na większości moich rówieśników, film wywarł pozytywne wrażenie. Był on niezwykle frapujący i dynamiczny, a momentami nawet zaskakujący. Doskonale realizuje się tutaj jakże znane  przysłowie: "Cudze chwalicie, swego nie znacie" w odniesieniu do polskich reżyserów. Myślę, że takie lub podobne inicjatywy powinny być organizowane w znacznie większej ilości, gdyż w pewien sposób ukazują one nam wartość polskiej kinematografii, a także pozwalają  lepiej zrozumieć historię naszego narodu.

Bartek Głowacz

LISTOPADOWA ROCZNICA

Dwunastego listopada 2014 roku odbyła się z naszej szkole akademia upamiętniająca 96 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości. Przygotowała ją klasa II B LO wraz z wychowawcą - panem profesorem Krzysztofem Jermakowiczem. Co składało się na całokształt uroczystości?

 

Widowni zaprezentowano wiersze, ciekawostki, chór zaśpiewał patriotyczne pieśni (między innymi: "Rotę" oraz "Wolność" Marka Grechuty). Już na samym początku wydarzenia była podkreślona olbrzymia wartość rocznicy. Po krótkim wstępie został wprowadzony sztandar szkoły. Wszyscy stojąc na baczność, odśpiewali hymn państwowy. Następnie pieśń "Biały krzyż" zaśpiewał duet składający się z Katarzyny Król oraz Martyny Kryńskiej - występ bardzo mi się podobał. Przerwy podczas wystąpień chóru oraz dziewczyn z klasy II B wypełniły cytaty wypowiedziane przez Józefa Piłsudskiego, w którego postać wcielił się Bartek Boguszewski. Można byłoby powiedzieć, że ta akademia nie różniła się niczym od akademii z zeszłego roku. Było jednak coś, co ją wyróżniało. Pierwszy raz, odkąd jestem uczennicą tej szkoły, ktoś wpadł na pomysł przeprowadzenia patriotycznego karaoke. Przypadło mi to do gustu, gdyż uwielbiam patriotyczne piosenki. Ze smutkiem mogę stwierdzić, że ok. 4/5 obecnych na uroczystości nie skorzystało z okazji wspólnego śpiewania (a szkoda). Mimo to gratuluję pomysłu i mam nadzieję, że karaoke będzie się pojawiało częściej w naszych szkolnych progach. Jedynym minusem akademii była prezentacja - slajdy często były opóźnione (podczas karaoke szczególnie dawało się to we znaki). Motywem akademii było hasło: "Mamy niepodległą!". W owym zdaniu zawarte jest szczęście i radość wielu Polaków - tych, którzy walczyli o przyszłość dla swoich dzieci w wolnym państwie oraz tych, którzy są wdzięczni za wolną przyszłość, która jest im dana.

Karolina Sak

 

 

Wiedza? Ważne że ocena jest dobra!

Nauka? Inteligencja? Dobra przyszłość? Po co się tym przejmować? Ważne jest to, by w dzienniku był rząd piątek, a na koniec średnia przynajmniej 4,75

-Mamo, po co mam się uczyć historii? Jestem na mat-fizie, a historia do niczego mi się w życiu nie przyda.

-Pomyśl tylko, dzięki tej wiedzy będziesz mógł porozmawiać z innymi na różne tematy, przyda ci się to również do rozwiązywania krzyżówek.

 

Takie rozmowy odbywają się w setkach domów pomiędzy nastolatkami a ich rodzicami. Rodzi się zatem pytanie: dlaczego się uczymy? Najprostszą i najbardziej trafną odpowiedzią jest ta, iż dla siebie. Dzięki nauce możemy zdobyć świetne wykształcenie, dobry zawód i płacę. Ważne jest, by praca odzwierciedlała nasze pasje i zainteresowania. Istotne jest też to, by wyuczone wiadomości i umiejętności pozostały w głowie na całe życie, gdyż  najgorsza jest niekompetencja w swoim zawodzie.

Są jednak przypadki, gdy uczymy się dla ocen. Dobre stopnie poprawiają nam "średnią" i możemy na przykład starać się o stypendium. W tym momencie motywatorem jest jedynie spodziewana nagroda, a nauczone wiadomości zostają w głowie tylko do sprawdzianu. Dobre oceny to też powód, dla którego nauczyciele nas lubią, ufają nam i często mniej odpytują na lekcji, bo "on dobrze się uczy, to na pewno umie, zapytam kogoś, kto tego nie wie". Podobnie jest, gdy uczymy się dla rodziców, cała wiedza zostaje w nas na krótki czas tylko po to, byśmy mogli dostać dobry stopień i uszczęśliwić mamę i tatę, aby ci z kolei mogli szczycić się przed znajomymi, jakie to mają mądre dziecko. Za dobre oceny dostajemy nagrody czy wyjeżdżamy na cudowne wakacje, bo "ciężko na to zapracowaliśmy". Dobre stopnie są jednak czasem efektem niewielkiego nakładu pracy. Nastolatki w dzisiejszych czasach opanowały sztukę ściągania do perfekcji, co procentuje u nich brakiem innych zdolności i umiejętności. Ściąganie uwidacznia się na wynikach egzaminu maturalnego, na którym nasze "orły" mają bardzo małe możliwości  oszustwa.

Następstwem powyższych działań są ludzie niedokształceni, których wypowiedzi nie da się słuchać, a tym bardziej mieć na uwadze ich opinii. Nie budzi przecież szacunku celebrytka, która w wywiadzie mówi, że "bardzo chciała wziąść udział w dzisiejszym przyjęciu". Tym bardziej politycy, którym zawierzamy sprawowanie władzy w naszym państwie powinni być dobrze wykształceni i mieć pojęcie, o czym mówią. Śmiejemy się w duchu albo i na głos, gdy znamy się na czymś i słuchamy, gdy druga osoba mówi o tym, mając o  tej dziedzinie jedynie blade pojęcie.

Dowodzi to tylko, iż nauka jest istotna tylko wtedy, gdy naszym jedynym motywatorem są nasze własne aspiracje i cele, a nie chęć zaimponowania komuś czy zdobycia czegoś. W takich momentach marnujemy swój czas na bezmyślne "zakuwanie" tylko po to, by zaraz po pracy klasowej wszystko zapomnieć.

 

 

ŚWIĘTA BOŻEGO NARODZENIA NA ŚWIECIE

 

Wielka Brytania

Najważniejszym dniem świąt Bożego Narodzenia w Wielkiej Brytanii jest 25 grudnia. Spożywany jest wtedy świąteczny posiłek w rodzinnym gronie. Na większości stołów można w tym dniu spotkać nadziewanego pieczonego indyka oraz świąteczny pudding.

Drugi dzień świąt nazywany jest Boxing Day. Nazwa tego święta pochodzi od średniowiecznego zwyczaju podarowywania służbie prezentów zapakowanych w pudełka z wdzięczności za ich pracę. Współcześnie organizowane są także wielkie wyprzedaże poświąteczne. Dzień ten jest lubiany nie tylko przez osoby kochające przeceny, ale również przez fanów piłki nożnej. Rozgrywane są wtedy mecze Premier League, Scottish Premiership, NIFL Premiership, ale też drużyn lokalnych.

 

Hiszpania

Ważna w Hiszpanii jest tradycja budowania szopek bożonarodzeniowych, chociaż coraz bardziej popularne staje się ubieranie choinek. W okresie świątecznym organizowane są liczne wystawy szopek, podczas których zbierane są pieniądze na cele charytatywne (pomoc ludziom starszym, bezdomnym).

W Wigilię (Nochebuena) odbywa się świąteczna wieczerza, po której idzie się na pasterkę.

Dnia 28 grudnia obchodzony jest „Dzień Niewiniątek”. Dzień ten przypomina Prima Aprilis - ludzie robią wtedy innym różne psikusy.

W wielu hiszpańskich miastach wieczorem 5 stycznia organizowane są parady z okazji Święta Trzech Króli, które obchodzone jest następnego dnia.

Dzieci zostawiają w nocy poczęstunek dla Trzech Króli, a następnego dnia (6 stycznia) znajdują w jego miejscu prezent.

 

Holandia

Dzieci otrzymują prezenty świąteczne 6 grudnia (Sinterklaas). Spożywane są wtedy tradycyjnie speculaas – ciasteczka korzenne przypominające kształtem człowieka lub zwierzę.

W dniu Bożego Narodzenia rodziny zasiadają do stołów, na których głównymi daniami są faszerowany indyk, gęś i dziczyzna. Do tego podawany jest świąteczny chleb, tzw.Kerstbrood.

 

Szwecja

Okres świąteczny rozpoczyna tam dzień świętej Łucji (13 grudnia).

Przed świętami wyplatane są słomiane ozdoby, zawieszane później na choince.

Dzień przed wigilią odbywają się rodzinne spotkania,w czasie których spożywa się ciemny chleb maczany w podgrzewanym sosie (doppa i grytan).

Potrawami spotykanymi na wigilijnych szwedzkich stołach są m.in.: szynka, galareta ze stópek wieprzowych, ryż z owsianką oraz wędzony dorsz w sosie (lutfisk).

 

Austria

W okresie świątecznym w wielu miastach organizowane są jarmarki, na których można kupić wypieki, słodycze oraz ozdoby bożonarodzeniowe.

Tradycyjnie w Wigilię mieszkańcy małych tyrolskich miasteczek zbierają się na rynkach, by wspólnie śpiewać kolędy.

Z okazji świąt przygotowywane są strudle z rodzynkami, marcepanem, orzechami lub owocami oraz pierniki.

 

Rosja

Święta Bożego Narodzenia obchodzone są 7 i 8 stycznia, a Wigilia jest obchodzona 6 stycznia.

Tradycją jest umieszczanie na wigilijnym stole postnych potraw. Mogą to być kasze, sałatki warzywne, dania z grzybami, ryby, pierniki, ciasta oraz kutia.

Przed rozpoczęciem wigilijnej kolacji zgromadzeni modlą się, a następnie dzielą się prosforą.

Prezenty przynoszą dzieciom Dziadek Mróz i Śnieżynka.

Meksyk

W okresie poprzedzającym święta odbywają się procesje. Przekazywane są wtedy z domu do domu figurki Świętej Rodziny. Stają one na specjalnie przygotowanych ołtarzykach, przed którymi rodziny klękają i modlą się.

Ciekawym zwyczajem świątecznym w Meksyku jest piniata. Zabawa ta polega na strąceniu kijem zwieszonego pod sufitem glinianego (lub papierowego) wypełnionego słodyczami naczynia z zawiązanymi oczami. Bawią się w nią zarówno dzieci, jak i dorośli.

 

Stany Zjednoczone

Ulice miast, domy i sklepy (już od połowy listopada) przyozdabiane są licznymi ozdobami bożonarodzeniowymi. Najbardziej znaną tradycją z tym związaną jest choinka na Rockefeller Center w Nowym Jorku. Staje tam co roku na początku grudnia i zostaje przyozdobiona tysiącami światełek oraz dekoracji, a jej przybycie i zapalenie światełek jest ogłaszane w wiadomościach na całym świecie.

W Stanach Zjednoczonych wiele rodzin obchodzi święta zgodnie z tradycją kraju, z którego pochodzi ich rodzina.

Po południu 24 grudnia większość ludzi chodzi na nabożeństwa i śpiewa kolędy, ale niektóre rodziny także obchodzą Wigilię.

Dzień 25 grudnia jest jedynym dniem wolnym od pracy w czasie świąt Bożego Narodzenia. Odbywają się wtedy rodzinne obiady. Popularną potrawą na amerykańskich stołach jest wtedy pieczony indyk.

 

Australia

Święta nie wyglądają w Australii tak jak w innych częściach świata -  w czasie świąt Bożego Narodzenia jest tam środek lata.

Rodziny spotykają się na piknikach. Zabierają wtedy ze sobą dania na zimno, takie jak sałatki,  wędliny, owoce morza i desery.

Ważną trdycją w Australii jest tzw. „Kolędowanie przy świecach” (Carols by Candlelight). Ludzie wychodzą z domów, by wspólnie z innymi śpiewać kolędy przy blasku świec.

 

Z czym kojarzy Ci się zima

 

Sondę przygotował Paweł Tereszkiewicz

 

 

 

Wesołych świąt! Bez zmartwień,
Z barszczem, z grzybami, z karpiem,
Z gościem, co niesie szczęście!
Czeka nań przecież miejsce.
Wesołych świąt! A w święta,
Niech się snuje kolęda.
I gałązki świerkowe
Niech Wam pachną na zdrowie.
Wesołych świąt! A z Gwiazdką! -
Pod świeczek łuną jasną
Życzcie sobie jak najwięcej
Zdrowia i tyle radości,  ile karp ma ości.