Cenzor 5/83

CODZIENNIK BAŁTYCKI
05.06.2017


Pogoda na dziś: słońce dawkowane oszczędnie, aczkolwiek regularnie. Wieczorem przewidywane ochłodzenie. Przelotny deszczyk w mało kluczowych momentach.

Poniedziałek, 6 rano - rozpoczyna się od dawno wyczekiwana wycieczka uczniów klasy 2c, 1d i kilku innych niewymienianych z imienia. Nastroje umiarkowane jak pogoda. Po policyjnej kontroli pojazdu wszyscy na pokład i w długą... bardzo długą drogę do Gdańska z przerwą na pierwszą atrakcję.

Pola Grunwaldu. Kiedyś miejsce legendarnej średniowiecznej bitwy z Zakonem Krzyżackim. Dziś również pola, ale z większą ilością odwiedzających gości, kilkoma pomnikami i skromnym muzeum pamięci dawnych czasów. Oraz sporą liczbą straganów z plastikową zbroją i fidget spinerami. Po krótkim oprowadzeniu przez przewodnika o znajomo brzmiącym nazwisku Jan Kochanowski grupa uznała, że Grunwald nie ma już do zaoferowania nic więcej poza kawałkiem plastiku, więc zapakowała się do autokaru i ruszyła na miejsce przeznaczenia - do hostelu w centrum Gdańska.



Gdańsk jaki jest, każdy widzi. Dużo pięknie odrestaurowanych budowli obok placu budowy. Hostel również w remoncie. Po skromnej recepcji nie spodziewaliśmy się aż tak dobrych warunków w pokojach. Przy odrobinie szczęścia każdy znalazł przy swoim piętrowym łóżku gniazdko.
Pokój nasz ośmioosobowy, utrzymany w barwach różowych, bardzo klimatyczny, urządzony był z przepychem. Poza gniazdkami przy łóżkach posiadał również gniazdko dla koszykarzy niemal trzy metry nad podłogą. Na ścianach poza fototapetą przedstawiającą od razu rozpoznany przez koleżankę most Golden Gate znajdowały się również lustra - po jednym przy drzwiach, prywatnym zlewie oraz za jedną z szafek. Więcej luster nie znaleziono, choć nie oznacza to, że ich nie było. Hostel ma również własną sygnowaną logiem pościel i porządne, czyste łazienki, które okazały się kluczowe po pewnej kolacji.

Stare miasto, stare miasto...
Targ, po którym mieliśmy szansę się pobłąkać rozciąga się od pięknej bramy przy budce z goframi, przez fontannę Neptuna, aż do gdańskiego Żurawia tuż za zakrętem. Z innych atrakcji oferuje dobrze widoczny zegar na szczycie wieży, Dwór Artusa, sklepy z pamiątkami i fidget spinerami (oczywiście) oraz najlepszą pizzę i gorącą czekoladę w okolicy.

A.K.

CODZIENNIK BAŁTYCKI

06.06.2017


Pogoda na dziś:
jak nic będzie padać, choć z rana jeszcze jest słońce.

Widać pierwsze oznaki zmęczenia. Po długiej, nie do końca przespanej nocy, grupa wycieczkowiczów zmierza do jadalni, gdzie dnia poprzedniego spotkało ich kulinarne rozczarowanie. Przez brak miejsc część z nich musiała czekać na swoją kolej, a obiadokolacja była zimna i zdawała się nie urywać żadnej części ciała. W przeciwieństwie do tego śniadanie zostało przyjęte raczej pozytywnie. Po posiłku uczniowie na wpół przytomni błąkali się z piętra na piętro, oczekując wyjazdu w następny punkt strategiczny, wspominając minioną noc i planując następną. Stałym punktem przesiadywań w świetlicy stała się gra w mafię integrująca ze sobą uczniów wszystkich klas. Reszta siedząc w pokojach, oddawała się rozmowom o chłopakach i egzystencji lub zawracała głowę dyżurującym nauczycielom.

Pierwsze wrażenia z Gdyni. Jeszcze świeci słońce. W porcie w Gdyni przywitały nas tysiące mew i kormoranów. Po omyłkowej zbiórce przy Barze Pomorza szybka poprawka i wyruszamy spod Daru Pomorza na zwiedzanie. Mijamy pomniki ludzi zasłużonych dla Gdyni, kości wieloryba, pomnik Josepha Conrada, galerię bałtyckich sław wśród pojazdów wodnych i okazuje się, że zatoczyliśmy pełne koło.

Ciekawsze niż wygląda. Następny punkt wycieczki - Muzeum Emigracji. Po wejściu do budynku przytłacza człowieka powaga miejsca. Ogromne schody na środku rozchodzące się na piętrze w obie strony. Dwa stoliki na poczekalnię po jednej stronie, stoliki barku po drugiej, a pomiędzy dużo pustej przestrzeni. Na wszystko z góry patrzy portret Marszałka. Zamiast sklepu z pamiątkami - "księgarnia". Na wejście na ekspozycję trochę się naczekaliśmy, ale warto było. Każda sala miała swój niepowtarzalny charakter. Od razu po wejściu zaskakuje nowoczesność wystawy. W pierwszej kolejności w oczy rzucają się koła na podłodze podpisane różnymi językami. Po stanięciu na każdym z nich słychać modlitwę danej społeczności. Na następnych etapach zwiedzania towarzyszy nam historia rodziny udającej się do Stanów - symbolu dobrobytu. Poznajemy warunki podróży i przeciwności, z którymi musieli się zmierzyć emigranci.

W drodze do Sopotu. Pogoda gwałtownie się zmieniła. Zimno, deszczyk kapie, a my powoli wleczemy się na orłowskie molo. Każdy zakłada co wziął ze sobą. Chwilka na podziwianie klifu z oddali, szybka decyzja pani profesor-kierownik i schodzimy na brzeg. Piasek łaskocze w stopy. Jest cieplejszy niż powietrze wokół. Prawie wszyscy zdjęli buty, bo szkoda wybrudzić. Piesza podróż się dłuży. Im bliżej Sopotu, tym większy wiatr wieje. Piasek spowalnia i męczy. Brzegiem idzie się dość dobrze, ale trzeba pilnować, bo woda zimna, a fale są.

A.K.

CODZIENNIK BAŁTYCKI

07.06.2017

Pogoda na dziś: umiarkowanie ciepło - coś wisi w powietrzu.

Solidarność oraz jej brak. Po pewnej pamiętnej obiadokolacji część grupy nie była w stanie kontynuować zwiedzania. Niech żałują, bo Europejskie Centrum Solidarności było jednym z ciekawszych punktów wycieczki. Każdy dostał osobistego przewodnika w postaci głosu w słuchawkach opowiadającego o poszczególnych elementach wystaw na życzenie zwiedzającego. Ekspozycję podzielono na pokoje. Każde pomieszczenie miało inną tematykę i charakterystyczny klimat - od sali poświęconej organizacji strajków, przez ogromny korytarz w kształcie napisu solidarność, do białej przestrzeni poświęconej papieżowi. Rozbiegliśmy się po wszystkich wystawach, kiedy tylko dostaliśmy pozwolenie na rozpoczęcie zwiedzania. To muzeum również okazało się bardzo nowoczesne i co ważniejsze - interaktywne. Wszędzie można było znaleźć dotykowe panele lub ekrany z wyświetlanymi filmami. Komórki mamy na co dzień, więc te atrakcje nie zrobiły na nas tak dużego wrażenia jak na przykład cela na środku pomieszczenia, w której można zamknąć kolegę.
Najbardziej zapadającym w pamięć eksponatem jest jednak ściana obwieszona białymi i czerwonymi karteczkami tworzącymi napis “Solidarność”. Każdy odwiedzający może pomóc w jej tworzeniu. Na stojaczku obok czekają czyste arkusiki i ołówki. Goście zostawiają życzenia, pozdrowienia, wyznania miłości i inne komentarze niekoniecznie na temat…

Na Westerplatte i po Westerplatte.
Rejs statkiem do najprzyjemniejszych nie należał. Przynajmniej dla niektórych. Po zajęciu miejsc na ławeczkach przez kilka wycieczek statek ruszył. Płynęliśmy Danutą (jakkolwiek to nie brzmi). Całej przeprawie towarzyszył monotonny kobiecy głos z głośnika mówiący najpierw po polsku, po chwili po niemiecku. Nie minęło pięć minut, a lunął deszcz, przez co większość wycieczkowiczów spędziła drogę z Gdańska na Westerplatte pod pokładem.
Na miejscu weszliśmy pod pomnik i… właściwie to tyle ze zwiedzania. Przynajmniej przestało padać.

Bieg przez muzeum. Ostatnim tego dnia punktem wycieczki było Muzeum II wojny światowej, na zwiedzanie którego przydałoby się przynajmniej ze cztery godziny. Niestety, nie dostaliśmy aż tyle czasu, więc oglądanie wystaw musieliśmy jakoś pogodzić z szybkim tempem przemieszczania się między nimi. Warta obejrzenia okazała się przygotowana specjalnie dla dzieci część wystawy, gdzie mogliśmy się poczuć jak przedwojenni uczniowie oraz poznać losy fikcyjnej typowej rodziny.

A.K.

 

CODZIENNIK BAŁTYCKI

08.06.2017



Iść czy nie iść?
Ostatnim punktem na mapie wycieczki jest Malbork. Uczniowie mają trudną decyzję do podjęcia - iść i zwiedzać, czy zostać w autokarze i próbować odespać trzy poprzednie noce. Tych, którzy zdecydowali się na wyjście na zewnątrz, oczywiście zastaje deszcz.

Powrót. Do Siemiatycz dotarliśmy nieco po dwudziestej, co nie pozwoliło nikomu na dobrą wymówkę i nieprzyjście do szkoły dnia następnego, choć część uczniów się tym nie przejęła.

A.K.

 

 

Rozmowa z EWĄ KLIMCZUK - tegoroczną absolwentką naszej szkoły i redaktorką Szkolnej Gazety „Cenzor”


Za Tobą trzy lata nauki w liceum.  Jak patrzysz na tę szkołę z perspektywy trzecioklasisty? Jak zmieniły się Twoje wyobrażenia przez 3 lata nauki?

EWA: Trzy lata nauki minęły błyskawicznie. Pierwszy dzień w liceum pamiętam dokładnie, jakby to było wczoraj. A teraz już nadszedł czas pożegnania. Szkołę wspominam bardzo dobrze. Atmosfera była miła, sprzyjająca nauce i rozwojowi. Nauczyciele i pracownicy byli bardzo przyjaźnie nastawieni względem uczniów, co pozwoliło mi się szybko zaaklimatyzować i czuć komfortowo. Poznałam tu wielu nowych znajomych, a niektóre przyjaźnie być może przetrwają jeszcze wiele, wiele lat, taką mam przynajmniej nadzieję. Oczywiście wyobrażenia o szkole z biegiem lat troszkę się zmieniły. Na początku wydawało mi się, że nauka tutaj będzie bardzo dużym wyzwaniem, zastanawiałam się nawet, czy sobie poradzę. Jednak z biegiem czasu okazało się, że edukacja w murach naszej szkoły jest przyjemnym doświadczeniem. W ciągu tych trzech lat nauczyłam się wielu nowych rzeczy. Dzięki życzliwości i pomocy nauczycieli na wiele spraw spojrzałam z zupełnie innej strony. Poznałam wiele ciekawych metod pracy, które na pewno wykorzystam w dalszej edukacji.  Podsumowując te trzy lata, uważam, że czas nauki w liceum nie był stracony, a decyzja o wyborze właśnie tej szkoły była właściwa. Nauka w szkole średniej zapisała mi się w pamięci jako ciekawy, a zarazem intrygujący okres w życiu.

Pierwsza klasa, pierwszy dzień szkoły, pierwsze wrażenia ? Jakie były?

EWA: Pierwszy dzień w nowej szkole był ogromnym przeżyciem. Nowi ludzie, nowi nauczyciele, koledzy, inne środowisko. To wszystko sprawiło, iż czułam się niepewnie, zresztą- jak większość pierwszoklasistów. Jednak z biegiem czasu zaczęłam się przyzwyczajać do nowej roli, w której się znalazłam. W miarę szybko poznałam nowych znajomych, a nawet nawiązałam z niektórymi głębsze relacje. Już pod koniec pierwszego semestru w szkole czułam się dobrze, a naukę traktowałam jako kolejne wyzwanie, któremu musiałam stawić czoła wraz z moimi nowymi koleżankami i kolegami.

Jakie wydarzenie, wycieczka, wspólna akcja, może wpadka najbardziej utkwiło Ci w pamięci?

EWA: Najbardziej w pamięci utkwiła mi wycieczka rowerowa realizowana w ramach warsztatów terenowych z geografii. Pomysłodawcą tego typu zajęć był Pan prof. Stanisław Sieklucki. Głównym celem lekcji była oczywiście edukacja, jednak połączona z niewielkim wysiłkiem fizycznym i odrobiną rozrywki stanowiła bardzo fajną kompozycję. Udział w wycieczce wzięła cała nasza klasa i dzięki miłej atmosferze i dobrej organizacji bawiłam się wspaniale. Myślę, że na długo to wydarzenie pozostanie w mojej pamięci, ponieważ wraz z rówieśnikami wspaniale spędziłam ten dzień. Innym wydarzeniem, które zrobiło na mnie ogromne wrażenie była pomoc przy organizacji Szlachetnej Paczki. Możliwość włączenia się w działalność charytatywną sprawiła mi wiele radości, a rezultaty i finał wywołały uśmiech na twarzy i wprowadziły mnie w stan szczęścia. Wrażenia z tego czasu są naprawdę niezapomniane.

Dlaczego pracowałaś w „Cenzorze”?

EWA: Praca w „Cenzorze” nie była planowana. To wszystko wyszło bardzo szybko i spontanicznie. Zaczęło się od jednego wywiadu, a skończyło właśnie regularną pracą w gazetce szkolnej, która dawała mi satysfakcję. Oprócz tego mogłam sprawdzić swoje siły w trochę innej roli niż dotychczas.

Za czym w naszej szkole będziesz tęsknić?

EWA: Myślę, że tęsknić będę za wieloma rzeczami: za znajomymi, ale też niektórymi nauczycielami. Szkołę traktowałam jak swój drugi dom. Przez trzy lata bardzo się przywiązałam, mimo ze zdarzały się momenty, w których miałam negatywne odczucia. Trudno jest w tej chwili powiedzieć jednoznacznie, że tęsknię za tym i za tym, a za tym akurat nie. Tęsknota jest, ale to tęsknota za całokształtem szkoły, a nie poszczególnymi jej elementami, które według mnie w oderwaniu od reszty tak naprawdę nic nie znaczą.

Czego Cię nauczyło liceum?

EWA: Liceum nauczyło mnie wielu rzeczy. Przede wszystkim tego, że w życiu nie należy się poddawać i trzeba walczyć do końca. Zawsze trzeba szukać jak najbardziej optymalnego rozwiązania, a nie chować głowę w piasek, natomiast porażki należy znosić z honorem, a przede wszystkim uczyć się na własnych błędach. Szkoła wykreowała w mojej psychice troszkę inny obraz życia niż ten, który znałam dotychczas, wydaje mi się, iż bardziej zbliżony do realiów dnia dzisiejszego. Przez te trzy lata nauczyłam się też, że nie wolno ufać ludziom bezgranicznie, gdyż na każdym kroku znajdzie się ktoś, kto pragnie twojej porażki, więc grono znajomych i przyjaciół należy dobierać sobie bardzo starannie i skrupulatnie.

Jakieś rady dla młodszych kolegów?

EWA: Zawsze trzeba dążyć do wyznaczonego celu i realizować swoje postanowienia, założenia, pasje, bez względu na to, co powiedzą lub pomyślą inni. Bo najważniejsze w życiu jest to, żeby nie czuć pustki, smutku i zwątpienia, a wręcz przeciwnie- być spełnionym w każdym aspekcie swojego życia. A jeżeli sami nie jesteśmy w stanie sobie z czymś poradzić, to trzeba szukać pomocy wśród kolegów, znajomych albo osób starszych, a oni na pewno będą w stanie Wam jakoś pomóc.

 

 

Rozmowa z MAGDALENĄ TURCZUK - tegoroczną absolwentką naszej szkoły i redaktorką Szkolnej Gazety „Cenzor”


Za Tobą trzy lata nauki w liceum. Jak patrzysz na tę szkołę z perspektywy trzecioklasisty? Jak zmieniły się Twoje wyobrażenia przez 3 lata nauki?

MAGDA: Minęły bardzo szybko, za szybko. To był super czas, poznałam wielu wspaniałych ludzi, nauczyłam się czegoś nowego. Teraz widzę, że ta szkoła to był dobry pomysł.

Pierwsza klasa, pierwszy dzień szkoły, pierwsze wrażenia ? Jakie były?

MAGDA: Pierwsze dni były wspaniałe, poznawaliśmy wszystko, klasy, nauczycieli, a przede wszystkim siebie. Wtedy też poznałam moją przyjaciółkę.

Jakie wydarzenie, wycieczka, wspólna akcja, może wpadka najbardziej utkwiło Ci w pamięci?

MAGDA: Było wiele wspaniałych momentów. Nigdy nie zapomnę wycieczki w drugiej klasie. W ramach lekcji terenowej z geografii pojechaliśmy na wyprawę rowerową, którą zakończyliśmy ogniskiem.

Dlaczego pracowałaś w „Cenzorze”?

MAGDA: Chciałam spróbować czegoś nowego. W drugiej klasie miałam możliwość napisania wraz z przyjaciółką artykułu o sportowcach, to był nasz pierwszy projekt do gazetki i stwierdziłyśmy, że czemu by nie spróbować na dłużej.

Za czym w naszej szkole będziesz tęsknić?

MAGDA: Najbardziej będę tęsknić za znajomymi, za tym, że przez te trzy lata tak bardzo się zżyliśmy, zawsze i w każdej sytuacji mogliśmy na sobie polegać. Codziennie spotykałyśmy się z przyjaciółkami przy stoliku obok automatu i rozmawiałyśmy, mogłyśmy się poradzić jedna drugiej, to było takie nasze miejsce spotkań, gdy jedna miała problem czy chciała po prostu pogadać, dzwoniła do reszty i spotykałyśmy się, aby wszystko obgadać, za tymi spotkaniami będę tęsknić najbardziej.

Czego Cię nauczyło liceum?

MAGDA: Liceum nauczyło mnie dążenia do określonego celu, niepoddawania się.

Jakieś rady dla młodszych kolegów?

MAGDA: Nie ma czego się bać, matura nie jest taka straszna, da się przeżyć. Jeden z nauczycieli powiedział, że matura jest jak wojna: postrzelasz, napiszesz list do domu i wracasz. A poza tym nie trzeba się wstydzić swoich pasji, zawsze trzeba być sobą.

 

 

Rozmowa z ANIĄ UDZIELAK- tegoroczną absolwentką naszej szkoły i redaktorką Szkolnej Gazety „Cenzor”


Za Tobą trzy lata nauki w liceum.  Jak patrzysz na tę szkołę z perspektywy trzecioklasisty? Jak zmieniły się Twoje wyobrażenia przez 3 lata nauki?

ANIA: Po pierwsze panuje powszechny pogląd, że gdy wybierasz jakiś profil, możesz wiązać swoją przyszłość tylko z kierunkami powiązanymi z tym profilem, więc w moim przypadku - medycznymi. Co prawda na początku miałam zamiar być weterynarzem, jednak po głębszym zastanowieniu zdecydowałam się iść na filologię, konserwację dzieł sztuki lub biotechnologię. Wybór profilu wcale nie zamyka drogi na różne kierunki. A tak po za tym w ciągu tych trzech lat jeszcze bardziej utwierdziłam się w przekonaniu, że biol-chem był dobrym wyborem, pomimo tego, co mówili mi niektórzy w gimnazjum. Jedna osoba wprost zapytała :"Chce ci się tyle uczyć, serio?". A czemu by nie? Czasami bywało ciężko, ale nie żałuję.

Pierwsza klasa, pierwszy dzień szkoły, pierwsze wrażenia ? Jakie były?

ANIA: Hm... Trochę się stresowałam. W swojej klasie znałam tylko 9 osób, a z 3 nie widziałam się od przedszkola. Dla porównania - klasa liczyła 28 osób. Pamiętam też chodzenie po całej szkole z mapką ;)

Jakie wydarzenie, wycieczka, wspólna akcja, może wpadka najbardziej utkwiło Ci w pamięci?

ANIA: Było tego dużo, ale bardzo utkwiła mi w pamięci wycieczka do Warszawy,  Wystawa i spektakl w Och!Teatrze. Zawsze chciałam zobaczyć też, jak wygląda praca w radiu od kuchni i nareszcie się udało :D Nasza grupa wzięła udział w "sondzie ulicznej", która miała być wyemitowana dwa dni później, nie wspominając o tym, że byliśmy w studiu Radia Trójki - nadającym na żywo, w internecie, z kamerą 180° w studiu!! Także można powiedzieć, że zrobiliśmy swój radiowy debiut ;) Nasze "Siema" usłyszała cała Polska - jaka sława!

Dlaczego pracowałaś w „Cenzorze”?

ANIA: Zaczęło się od ogłoszenia :) Moim oczom ukazały się słowa: "jeśli lubisz rysować", więc postanowiłam zaryzykować. Chciałam w jakikolwiek  sposób brać udział w życiu szkoły i do tego robić to, co lubię, więc miałam naprawdę dobry powód. Przez trzy lata pracy w "Cenzorze" mój poziom pisania i znajomości technik plastycznych wywindował z poziomu "Nie-wiem-od-czego-zacząć", co przydało się  podczas prac pisemnych na lekcjach. Kolejny pozytywny aspekt - osoby poznane podczas pracy w gazetce :)  A tak nawiasem mówiąc – nie spodziewałam się, że będę należeć do grona redaktorów ;)

Za czym w naszej szkole będziesz tęsknić?

ANIA: Trudno powiedzieć. Miałam najlepszą klasę oraz wychowawczynię na jakie mogłam trafić :) Wszyscy pomagaliśmy sobie nawzajem i wspieraliśmy się. I lekcje, które nie odbywały się na zasadzie "Słowacki wielkim poetą był" ;)  Mili ludzie, ciekawe lekcje, fajne imprezy i wycieczki - jak tu nie tęsknić?

Czego Cię nauczyło liceum?

ANIA: Wiary w siebie. Właśnie podczas nauki w liceum odważyłam się wstąpić do gazetki, zrobiłam znaczny postęp w nauce angielskiego i japońskiego, zaczęłam rysować w programach graficznych, publikować prace w internecie, rozmawiać z ludźmi z całego świata (od USA po Japonię i Malezję), poznałam znajomych, z którymi pisać będę jeszcze długo - a wymieniłam tylko kilka rzeczy :) Nie wspominając o wypadzie do Krakowa w środku zimy, który z paru względów przypominał kurs survivalu, ale za to widoki i podróż Pendolino wynagrodziły wszelkie niedogodności ;)

Jakieś rady dla młodszych kolegów?

ANIA: Wierzcie w swoje możliwości i nie martwcie się tym, co mówią inni! Na zakończenie serdecznie pozdrawiam i dziękuję wszystkim osobom, które miałam szczęście spotkać w ciągu nauki w naszym LO :D Życzę też dalszych sukcesów wszystkim obecnym i przyszłym redaktorom "Cenzora" - żeby wena wam sprzyjała :)

 

ŻYĆ PIĘKNIE W ŚWIECIE ZŁA…

Ostatnio patrząc na naszą szarą codzienność, zaczynam zastanawiać się, co się stało? Co doprowadziło do takich zmian? Gdyby tak Bolesław Prus (tak jak w swoim felietonie „Wieża paryska”) zerknął przez magiczną lunetę na nasze życie w podobno lepszych czasach, z pewnością usiadłby ze zdumienia...

I co by zobaczył? Zobaczyłby dumny, polski naród, zamieszkujący już cały świat. Polskie obyczaje i kulturę rozpowszechnione od odległych pustyń Afryki, aż po mroźne ziemie Syberii. Swoich rodaków mógłby spotkać wszędzie. Szkoda tylko, że coraz mniej jest ich w Polsce... Każdy ucieka z kraju w poszukiwaniu pracy, pieniędzy i lepszego życia. Ludzie emigrują, by zdobyć wygodę, ponieważ tu, w ojczyźnie już dawno jej im brakuje. W życiu każdego Polaka nadchodzi ten moment, kiedy musi zadać sobie pytanie: być patriotą czy raczej zapewnić sobie godne życie?
Myślę, że  Prus zwróciłby uwagę na miłość, a raczej na coraz mniejsze jej znaczenie w ‘idealnym’ XXI wieku. Każdy gdzieś pędzi, biegnie... Miłość do ludzi i życia zamieniono na miłość do pieniędzy. Materializm można dostrzec na każdym kroku. Łatwiej jest kupić nowy telewizor niż okazać choć trochę dobra i miłości drugiej osobie. Ludzie nauczyli się żyć wygodnie, bez stresu i kłótni. Mój nowoczesny smartfon przecież na mnie nie nakrzyczy, w przeciwieństwie do takiego męża czy żony, którzy  mogą się wydrzeć i w dodatku strzelić focha. Szybkie samochody, narkotyki, alkohol. Zwyczajna promocja zła serwowana nam na okrągło. Niewielu reaguje na tragedie, które dzieją się tuż obok nas. To już nie są czasy Prusa. To nie są czasy dobra i miłości. To czasy pieniądza.
Gdyby Bolesław Prus  skupiał się na szczegółach, zapewne dostrzegłby budynek siemiatyckiej szkoły, aż  błyszczącej od nadmiaru osób popularnych, a może po prostu pragnących być gwiazdami. Połowa  uczniów nawet zwyczajny szkolny korytarz traktuje jak wybieg. Mróz czy wiatr im niestraszne. Dziewczyny w spódniczkach, cieniutkich rajstopkach, modnych bluzkach i złotych  łańcuchach na szyi, obowiązkowo z torebką trzymaną w rączce. Twarz każdej wygładzona pięciocentymetrową warstwą podkładu. Paradują po szkole, jakby były to wybory najpiękniejszej  księżniczki. Chłopcy zakładają Air-Maxy, podwijają nogawki, grzywkę stawiają na lakier i  ruszają... Może akurat wpadną w oko jakiejś młodej damusi.
Obok tego wszystkiego idę ja, w dużym, ciepłym swetrze, zwykłych dżinsach i z szarym plecakiem na plecach. Pewnie połowa ludzi mnie nie zauważy, zapewne Prus też nie zwróciłby na mnie uwagi. Mimo wszystko przynajmniej wiem, że żyję po swojemu i kieruję się swoimi wartościami. Dla mnie to jest piękne.

Z. M.

Wywiad z Panią profesor BARBARĄ ŁUBĄ- nauczycielką  matematyki i wychowawcą wielu klas w naszej szkole


Dominik: Pani profesor, niedawno w naszej szkole i w ogóle w całej Polsce skończyły się egzaminy maturalne. Jak Pani wspomina własną maturę, jakie przedmioty Pani zdawała? Może były jakieś przesądy związanie z tym egzaminem, anegdoty?

Barbara Łuba: Moja matura? …Ach, kiedyż to było! Chyba 100 lat temu! Tak, tak w ubiegłym wieku! Był rok 1990, kwitły kasztany. W części pisemnej zdawałam: język polski, matematykę i język białoruski, zaś w części ustnej: język polski, język rosyjski, język białoruski i matematykę. Przesądy związane z maturą? Należało próg szkoły w dniu matury przekroczyć prawą nogą, a włosów nie skracać od studniówki.

Dominik: Jak wspomina Pani  swoją naukę w szkole średniej, jakie przedmioty pani lubiła, jakich nauka stanowiła problem? Co pani szczególnie zapadło w pamięć?

Barbara Łuba: Szkołę średnią wspominam bardzo ciepło. Uwielbiałam matematykę i geografię, nie przepadałam za historią i językiem niemieckim. Ze szczególnym sentymentem wspominam zajęcia koła teatralnego i wystawienie „Ślubów panieńskich” Aleksandra Fredry.

Dominik: Czy wybór zawodu nauczyciela był oczywisty, a może chciała Pani zostać kimś innym? Jakie plany miała pani, będąc w naszym wieku?

Barbara Łuba: Już w szkole podstawowej marzyłam, aby znaleźć się po drugiej stronie biurka i władać dziennikiem lekcyjnym. Zawsze chciałam pracować z ludźmi i zawód nauczyciela cały czas za mną chodził, ale przyznam, że w liceum zastanawiałam się nad oceanografią.

Dominik: Wielu pani uczniów ukończyło dobre uczelnie, na których matematyka jest przedmiotem priorytetowym. Czy łatwo uczy się młodzież? Jaka jest Pani recepta na sukces pedagogiczny?

Barbara Łuba: Czy łatwo uczyć…? Gdy młodzież chce się uczyć, to łatwo i przyjemnie się ją uczy. A recepty na sukces nie mam, po prostu lubię to, co robię.

Dominik: Pani profesor, słynie Pani w szkole z poczucia humoru, słynnych powiedzonek. Co panią w do tego inspiruje, skąd pomysły?

Barbara Łuba: W szkole podstawowej, ośmioklasowej, miałam wspaniałego nauczyciela matematyki. To na jego lekcjach padał jakiś żart lub anegdota. A pomysły…? Inspiracją są codzienne sytuacje i zachowania osób nas otaczających.

Dominik: Jakie są Pani zainteresowania, hobby?

Barbara Łuba: W wolnych chwilach z pasją czytam książki. Uwielbiam kryminały i sensacje.

Dominik: Zbliżają się wakacje, czas odpoczynku od nauki. Jakie są pani plany na najbliższe dwa miesiące?

Barbara Łuba: Odpocząć! Zażyć trochę ciszy i spokoju! Pobyć z najbliższymi, poświęcić trochę czasu własnym dzieciom. I koniecznie przeczytać kilka dobrych książek.

Dominik: Bardzo dziękuję za rozmowę i życzę udanych wakacji.

Barbara Łuba: Ja również dziękuję za rozmowę.

 

rozmawiał Dominik Borowski

 

 

 

NAJWSPANIALSZYCH, NAJGORĘTSZYCH, OBFITUJĄCYCH W CUDOWNE PRZEŻYCIA WAKACJI SPĘDZONYCH W DOBRYM TOWARZYSTWIE

ŻYCZY

REDAKCJA „CENZORA”