Numery archiwalne

Cenzor 3/52

Być poetą, być poetą…

 

Już dwunasty raz mogliśmy zmagać się z innymi uczniami w Konkursie Młodych Poetów organizowanym przez panią prof. Alinę Wolszczuk oraz nauczycieli bibliotekarzy: panie Jolantę Grzymkowską Ewę Boguszewską. 9 grudnia 2010 na 7 godzinie lekcyjnej zebraliśmy się w czytelni naszej biblioteki po to, by posłuchać wierszy uczestników czytanych przez uczniów klasy IIB - Karola Kłopotowskiego i Roksanę Obniską, jak również poznać laureatów konkursu.

Napisane utwory należało oddać do 3 grudnia, natomiast tematem przewodnim była muzyka, ze względu na przypadającą w ubiegłym roku dwusetną rocznicę urodzin Fryderyka Chopina. Mimo iż wierszy było aż 20, to słuchacze nie wykazywali żadnego znudzenia i cierpliwie czekali na werdyktJ.

Po długiej naradzie komisja w składzie:

pani prof. Monika Basista,

pani prof. Ewa Magdalena Iwaniak

Ewelina Makarska - przewodnicząca Samorządu Uczniowskiego

ogłosiła wyniki.

 

 

I miejsce- Izabela Tołwińska, kl III E „MUZYKA…”

II miejsce- Marta Karwacka, kl II D „Królową wszystkich sztuk..”

III miejsce- Dominika Mańko, kl III E „Muzyka”

Wyróżnieni zostali: Piotr Czyrynda z klasy I G za utwór „Świąteczny wiersz” oraz Paulina Półtorak- uczennica klasy III E za wiersz „Gama szaleństwa”.

Nagrodami były przepiękne książki ufundowane przez Radę Rodziców, a wręczone przez panią dyrektor Bożenę Krzyżanowską.

Wszystkim nagrodzonym z głębi serca gratuluję i życzę wytrwałości na dalszej drodze ich poetyckiej karieryJ. Apeluję również do wszystkich tych, którzy piszą wiersze, lecz chowają je do szuflady, by podzielili się z innymi swoją twórczością i wystartowali w konkursie w następnej edycji. PowodzeniaJ

domi:))

 

 

Rozmowa z Panem Tomaszem Walendowiczem- organizatorem XIX Finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy w Siemiatyczach

 


Joda: Dzień dobry. Na początek chciałabym zapytać o Pana edukację. Jaki był jej pierwszy etap?

Tomek Walendowicz: Dzień dobry. Skończyłem ZSZ w Czartajewie na kierunku mechanika samochodowa, a później technikum mechaniczne w Białymstoku na ul. Broniewskiego 14 ( matura: polski  pisemny- 4,ustny-5, historia -5).

Joda: Jaki kierunek studiów wybrał Pan następnie i czy obecnie pracuje Pan w wyuczonym zawodzie?

TW: Pod koniec edukacji na kierunku mechanicznym doszedłem do wniosku, że chyba niekoniecznie widzę się w smarach po łokcie i stąd decyzja o Wyższej Szkole Zarządzania i Marketingu w Warszawie - specjalizacja marketing. Później przez 2 lata zarządzanie. Po skończeniu studiów cały czas pracowałem w sprzedaży ( czyli zdecydowanie marketing). W zeszłym roku ukończyłem studia uzupełniające na SGH na kierunku Menadżer Sportu, ze specjalizacją marketing sportowy.

Joda: Skąd wzięła i kiedy zaczęła się Pana pasja motoryzacyjna?

TW: Pasja związana z motocyklami zaczęła się, kiedy miałem niespełna 12 lat i wspólnie z bratem dostaliśmy od ojca motorynkę, którą  szybko zmodyfikowaliśmy do bardziej ekstremalnej jazdy. Następnie długa przerwa i w roku 2002 zaczęła się moja trwająca do dzisiaj przygoda z wyczynowymi motocyklami crossowymi i udział w zawodach sportowych.

Joda: Czy jest to jedynie hobby, sposób na spędzenie wolnego czasu, czy może zajmuje się Pan tym bardziej na poważnie, tzn. bierze udział w jakiś zawodach? Jeśli tak, to czy odnosi Pan na tym polu jakieś sukcesy?

TW: Jak już powiedziałem, z czasem zacząłem zajmować się tym bardziej na poważnie. Na początku bez większych sukcesów, natomiast w 2005, 2006 zdobyłem I miejsce w Pucharze Polski w Cross Country, później nastąpiła  dwuletnia przerwa spowodowana kontuzją ( złamana kość udowa na treningu w Siemiatyczach). W ubiegłym roku po powrocie do sportu zająłem II miejsce w Pucharze Polski w Rajdach Enduro.

Joda: Skąd pomysł na zorganizowanie XIX Finału WOŚP w Siemiatyczach i na jego formę? Czy jest Pan zadowolony z przebiegu Finału? Jak Pan ocenia nastawienie mieszkańców Siemiatycz do akcji typu WOŚP, nie tylko w dniu finału, ale również jeśli chodzi o jego przygotowanie? Czy siemiatyczanie chętnie się włączają w tę akcję i pomagają?

TW: Pomysł na zorganizowanie Finału WOŚP w Siemiatyczach powstał podczas wspólnego spotkania z jeszcze wtedy kandydatem na burmistrza Piotrkiem Siniakowiczem. Doszliśmy do wniosku, że fajnie byłoby spróbować swoich sił i pokazać innym, na co nas stać. Był to swego rodzaju sprawdzian, ponieważ jeszcze nigdy do tej pory nie organizowaliśmy zawodów motocyklowych zimą, a przysłowiowego kopa dodawała nam informacja, że ostatnie zawody tego typu miały miejsce w Polsce około 40 lat temu. Zorganizowanie tego wymagało pełnego zaangażowania oraz połączenia wielu pozytywnie nastawionych osób w jedną zgraną maszynę pędzącą w tym samym kierunku i nie znającą wyrażeń typu: nie da się, nie umiem, nie mogę, nie znam. Od początku naszym założeniem był sukces i myślę, że wspólnie takowy osiągnęliśmy. Fantastycznym i niezapomnianym dla mnie obrazkiem z tej pamiętnej niedzieli był dla mnie widok ogromnej ilości mieszkańców Siemiatycz, którzy licznie dopingowali zawodników na torze Rososze, za co bardzo gorąco dziękuję. Szczerze wierzę w naszych mieszkańców i wiem, że można na nich liczyć, co dało się odczuć podczas XIX Finału WOŚP.
Ten finał był dla mnie pierwszy, ale satysfakcja po stokroć ogromna.

Joda: Na zakończenie chciałabym zapytać, czy ma Pan jakieś rady dla maturzystów dotyczące wyboru studiów?

TW: Moja rada dla przyszłych maturzystów dotycząca wyboru studiów jest taka, że nie ma co się nazbyt nad tym głowić, ponieważ jeżeli się nie trafi w te, naszym zdaniem, odpowiednie, zawsze można skończyć następne i kolejne, a to, co z każdych z nich uzyskamy, z pewnością nas wzbogaci i pomoże łatwiej brnąć przez życie. Doświadczenia i wiedzy po drodze zdobytej nikt nam nie odbierze, raczej zapłacą nam za to, by móc z nich korzystać !!!

Joda: Bardzo dziękuję za wywiad.

rozmowę przeprowadziła Joda

 

Studniówka

Wraz ze styczniem oficjalnie zaczął się sezon studniówkowy. Miejsca u fryzjerów i kosmetyczek zajęte, zakłady krawieckie i solaria tętnią życiem, a sklepy przepełnione są sukniami i garniturami czekającymi na nowego właściciela, który pójdzie w nim na swój pierwszy prawdziwy w życiu bal. Każdy chyba wie, jak wygląda bal studniówkowy w Polsce. Mamy wiele tradycji, z których powinniśmy być dumni, bo są unikatowe na skalę światową. Ale warto też poznać zwyczaje naszych rówieśników z innych krajów.

 

 

Świat według Amerykanów

Limuzyny, długie suknie, smokingi, kotyliony, wybory króla i królowej balu no i oczywiście after party. Każdy chyba oglądał jakiś film produkcji amerykańskiej z balem maturalnym w tle. Na nich też wzorowało się większość krajów świata organizując swoje bale studniówkowe. Dlaczego? Ponieważ jest to u nich w miarę nowa tradycja, a trudno jest wymyślić coś nowego i oryginalnego. W Egipcie, Libanie, Kanadzie, Bośni, Serbii, Republice Macedonii i na Chorwacji matursko veče (również maturalna večer i maturska vecer), w Danii „galla”, na Litwie Šimtadienis, we Włoszech „Mac pì 100”, czyli „Już tylko 100 dni”, w Wietnamie liên hoan cuối năm to prawie idealne kopie amerykańskiego „Prom” pod inną nazwą.

 

Kreatywni i pomysłowi…

 

W Afryce, a dokładnie w RPA

Matric Dance” organizowany jest dla uczniów 12 klasy (nasza 3 klasa liceum). Organizowany jest zazwyczaj przez uczniów 11 klasy, nauczyciele i rodzice rzadko są obecni na balu, zależy to od szkoły. Maturzyści w RPA bawią się na swojej studniówce tuż przed przerwą wiosenną. Jest ona również otwarciem egzaminów końcowych. To tak jakby w Polsce studniówka była w ostatnim tygodniu kwietnia. W RPA   przybiera ona formę uroczystego obiadu i tańców. W Azji, w Indiach i Nepalu, organizowana jest uczta pożegnalna dla przyszłych studentów, w której uczestniczą organizatorzy, czyli młodsi uczniowie, nauczyciele, pracownicy szkoły i rodzice. Każdy absolwent dostaje pamiątki i nagrody za różne osiągnięcia. W Malezji tradycja balu dopiero się rozpoczyna. Organizowany jest zazwyczaj w dużych miastach i tylko przez uczniów, pracownicy szkoły nie biorą w nim udziału. W Austrii i w Czechach impreza odbywa się przed egzaminami w styczniu lub w lutym. Uczniowie zapraszają partnerów, ubrani są odświętnie. Z pieniędzy zebranych podczas balu fundowana jest uczniom wycieczka po egzaminach, często zagraniczna. W Belgii i w pewnych częściach Holandii najstarsi uczniowie świętują ich ostatnie 100 dni w liceum.  Nazywa się to 'Chrysostomos' lub '100-dagen feest'. Tego dnia można robić głupie żarty nauczycielom i rówieśnikom.  Czasem wymyślany jest temat, wg którego uczniowie muszą być ubrani. Częstszy jednak jest tradycyjny strój na ten dzień, czyli dżinsy, czarna koszulka, czarny kapelusz z czerwoną lub niebieską wstążką i gwizdkiem dookoła szyi. Niektórzy malują sobie twarz, noszą puszki z pianką do golenia służące do ataku. Uczniowie oprócz robienia głupich kawałów organizują przedstawienia kabaretowe parodiujące życie szkoły. Wieczorem zaś idą do klubu na imprezy. Są tańce, karaoke i morze piwa, żeby zasmakować dorosłego życia. Czasem nauczyciele przychodzą, aby pokazać swoją „dziką” stronę. W Finlandii bal maturalny nazywany jest Vanhojen tanssit. W lutym najstarsi uczniowie odchodzą ze szkoły, aby przygotowywać się do matury. W ten sposób uczniowie drugich klas stają się najstarszymi w szkole. Przed Wielkim Wieczorem każdy, kto będzie bawił się na Vanhojen tanssi, musi nauczyć się 10-15 tańców. Na balu obwiązuje strój galowy. W Niemczech Abi-Ball to bal absolwentów, na którym na początku rozdawane są nagrody za wybitne osiągnięcia, organizowane są konkursy i zabawy, w których biorą udział tak uczniowie, jak i nauczyciele oraz pozostali pracownicy szkoły. Resztę wieczoru uczniowie tańczą przy muzyce DJ. Na imprezie  jest alkohol, ponieważ w Niemczech piwo i wino dostępne są już od 16 roku życia. W Norwegii bal maturalny w każdej szkole wygląda inaczej, zazwyczaj odbywa się w zimowych miesiącach, stąd nazwa „Nyttårsballet”, co oznacza „bal noworoczny.” Uczniowie nie mogą zapraszać partnerów spoza szkoły. Na balu odbywają się wybory króla i królowej balu. W Norwegii, aby dostać się na bal, trzeba zakupić bilet wstępu na salę. W Rosji i na Białorusi bale maturalne nazywane są 'Vipusknoy vecher'. Uczniowie wybierają sobie miejsce (restauracje, kafejki, dyskoteki lub statki) poza szkołą, w czasie balu przez większość czasu tańczy się tańce tradycyjne. Wieczór rozpoczyna się walcem, a kończy wspólnym podziwianiem wschodu słońca. Bale te odbywają się od 18 do 20 lub od 23 do 25 czerwca, czyli po egzaminach. Vipusknoy vecher nigdy nie odbywa się z 21 na 22 czerwca, ponieważ tej nocy, w roku 1941 obecni na balu uczniowie musieli przerwać go i stanąć w obronie kraju. Zaczęła się niemiecka inwazja na Rosję w czasie II Wojny Światowej. Na Węgrzech uczniowie w czasie balu nazywanego "Szalagavató" dostają niebieskie wstążki jako symbol rozpoczęcia przygotowań do zakończenia edukacji. Zazwyczaj odbywa się on na przełomie stycznia i lutego lub w Boże Narodzenie. Na rozpoczęciu węgierskiej studniówki maturzyści tańczą wcześniej opracowaną choreografię tańców tradycyjnych. Po wieczorze spędzonym na uroczystościach szkolnych uczniowie idą do barów i dyskotek, aby kontynuować zabawę w wybranym gronie kolegów i koleżanek. W Peru studniówka – „Fiesta de Promocion” – organizowana jest w hotelach, rezydencjach lub restauracjach. Zaproszeni nauczyciele i rodzice nigdy nie zostają na imprezie do końca. Między godziną 6 a 7 rano podawane jest śniadanie. W miarę nową tradycją w Peru jest organizowanie „poprawin”, a nawet „poprawin poprawki”. W Argentynie uczestnicy "Fiestas de egresados" zobowiązani są założyć kostiumy, aby każdy mógł się w jakiś sposób wyróżnić.

Teraz, gdy znamy kilka z wielu różnych tradycji związanych z balem maturalnym, spokojnie możemy powiedzieć, że tradycyjna polska studniówka jest naprawdę unikatowym wydarzeniem. Nawet jeśli nie wszystko nam się w tej tradycji podoba, to jednak nie powinniśmy niczego zmieniać.

 

AL

 

LOVE STORY

Czyli miłosne potyczki licealistów

Szkolna miłość. To spotkało, spotyka bądź spotka chyba każdego z nas. Pierwsze mocniejsze bicie serca czujemy zwykle będąc w gimnazjum, ale to, co się dzieje w liceum, to istny zawał! Idziemy do nowej szkoły, poznajemy nowych przyjaciół, nowych nauczycieli, czujemy się bardziej dorośli, bo to przecież JUŻ liceum, staramy się pokazać z jak najlepszej strony, zdobywamy dobre oceny, uczymy się, a tu nagle, zupełnie niespodziewanie, pojawia się ON/ONA, no i wszystkie nasze plany szlag trafił... Zaczyna się stała obserwacja obiektu na przerwach, rozkojarzenie na lekcji, ogólne rozprężenie ciała, duszy i umysłu podczas nawału pracy i obowiązków, ale kto by się tym przejmował, jeśli w grę wchodzi miłość naszego życia i uczucie tak gorące i  silne, że można by góry przenosić... Tak, tak to jest właśnie ta częsta, gęsta historia z życia wielu nastolatków.

 

Zakochany pod lupą

Zakochanie to z pewnością stan wyjątkowy i cudowny dla osoby, która poczuła powiew miłości ze strony obiektu pożądanego, gorzej jeśli miłość jest platoniczna albo co gorsza- nieodwzajemniona! Jednak  na początku zajmijmy się osobami, które jednak doświadczyły szczęśliwego strzału Amora i ich miłość jest jak najbardziej odwzajemniona.

Osobnik, którego serce znajduje się w stanie cudownej euforii, łatwo wyróżnia się z tłumu szczególnie w pierwszych tygodniach albo nawet i miesiącach związku. Jak go rozpoznać? To bardzo proste. Jest wiecznie zadowolony, podekscytowany, bardzo często przyklejony i uśmiechnięty do swojego telefonu, zdarza mu się również brak apetytu, no bo kto myśli o jedzeniu, gdy życie przynosi nam najsmaczniejszy kąsek, jakim są usta drugiej połówki. Tak, to bardzo częste zjawisko, gdy pary dosłownie nie mogą się od siebie odessać, jakby zamiast gardeł miały rury od odkurzacza. Wracając do stanu błogosławionego, to jest zakochania, które często przejawia się  skłonnością do zamyślenia widocznego zazwyczaj w maślanych oczach, spoglądających tęskno w dal, jakby w poszukiwaniu wiszącego na drzewie, za oknem oczekującego na kolejne spotkanie ukochanego, możemy odnieść wrażenie, że taka osoba nadaje się jedynie do leczenia. Jednak  trzeba przyznać, że możemy się z tego śmiać dopóki, dopóty anioł miłości nie zaczai się na nas!

Piękne, tytułowe LOVE STORY, to dla zakochanego jak manna z nieba, jednak gdy w grę wchodzi nieszczęśliwa miłość, jest już gorzej, a nawet bardzo źle. Objawy są podobne, ciągłe zamyślenie, brak koncentracji czy apetytu. Jednak osobnik nie ma głowy w chmurach, a raczej nisko przy ziemi, każde minięcie na korytarzu sympatii jest zarazem szczęściem i męczarnią. Niektórzy mówią, że zakochany widząc swojego ukochanego z daleka, czuje się jakby lizał lizaka przez szybę. Taki scenariusz to jeszcze "pół biedy”, gorzej gdy obiekt westchnień zajmuje się inną samicą bądź samcem, wtedy zaczyna się piekło wydrukowane zazdrością, żalem i rwącą rzeką łez (to ostatnie to raczej w przypadku dziewczyn). Nieszczęśliwa miłość to prawdziwa zmora nastolatków.

Tak czy inaczej w dorosłym życiu każdy z uśmiechem wspomina okres pierwszej miłości, nawet gdy była ona nieodwzajemniona, ponieważ czasami fajniej jest gonić króliczka niż złapać go już na starcie. A na koniec rada od Szczypiorka: nigdzie się nie spiesząc szukajcie, a znajdziecie.

 

Szczypiorek

 

 

30 września b.r. odbyły się wybory Samorządu Uczniowskiego, którego opiekunem jest pani wicedyrektor Bożena Czerkas. W jego skład wchodzi 5 osób (wszyscy na zdjęciu):

Ewelina Makarska- przewodnicząca SU

Michał Selewońko- zastępca

Marzena Pura- skarbnik

Dominika Homanowska

Paulina Pytel

 


 

Rozmowa z nową przewodniczącą Samorządu Uczniowskiego - Eweliną Makarską.

 

Paulina Pytel: Cześć. Chciałabym zadać ci kilka pytań w związku z funkcją, którą przyjęłaś. Mogę?

Ewelina Makarska: Cześć. Tak, chętnie odpowiem na pytania.

PP: Jak się czujesz, stojąc na czele samorządu uczniowskiego?

EM: Bycie przewodniczącą Samorządu Uczniowskiego pociąga  za sobą pewną odpowiedzialność, ale cieszę się, że mogę sprawdzić się w tej roli.

PP: A jak zamierzasz tę swoją aktywność samorządową pogodzić z nauką?

EM: Sprawy związane z samorządem nie kolidują z nauką. Najczęściej załatwiam wszystko na przerwach. Czasami muszę opuścić niektóre lekcje, jednak dzięki pomocy koleżanek z klasy nadrabiam braki.

PP: Co Cię skłoniło do tego, aby startować w wyborach do SU?

EM: Nigdy nie myślałam o braniu udziału w wyborach samorządowych. Zdecydowałam się dopiero po namowach mojej koleżanki Marty Boratyńskiej, która była przewodniczącą przez poprzednie dwa lata.

PP: Jakie są twoje pomysły, które chciałbyś zrealizować?

EM: Wspólnie z innymi członkami samorządu chcielibyśmy zorganizować różne rozrywki dla uczniów. W najbliższym czasie ułożymy plan naszej pracy. Chcemy również nawiązać współpracę z Siemiatyckim Ośrodkiem Kultury i nakłonić uczniów naszej szkoły do czynnego uczestnictwa w zajęciach organizowanych przez SOK.

PP: Czy z pełnionej funkcji wynikają jakieś korzyści dla ciebie,  czy  masz jedynie obowiązki?

EM: Trudno jest mi odpowiedzieć na to pytanie, ponieważ jestem przewodniczącą dosyć krótko. Na pewno korzyścią jest dla mnie to, że zdobędę nowe doświadczenie, które przyda mi się w przyszłości. W pełnieniu obowiązków pomagają mi inne osoby z samorządu oraz otrzymuję duże wsparcie od pani dyrektor Bożeny Czerkas.

PP: Z czym mogą w takim razie przychodzić do Ciebie uczniowie?

EM: Uczniowie mogą przyjść do mnie z każdym pomysłem. Jeśli tylko będzie to możliwe, postaramy się zrealizować wszystkie propozycje. Chciałabym zachęcić moich kolegów i koleżanki do zgłaszania pomysłów i problemów, ponieważ Samorząd Uczniowski funkcjonuje po to, aby pomagać uczniom.

PP: Jak sądzisz, dlaczego zostałeś wybrana?

EM: (Śmiech) Byłam zdziwiona, widząc ile otrzymałam głosów. Nie wiem, dlaczego zostałam wybrana do Samorządu.

PP: Czy podoba ci się praca w samorządzie?

EM: Tak, podoba mi. Jak wspomniałam wcześniej, jest to dla mnie ciekawym doświadczeniem?

PP: Jak układa się współpraca z zarządem SU?

EM: Dobrze. Zawsze mogę liczyć na pomoc innych członków oraz pani dyrektor.

PP: Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia w dalszej pracy.

EM: Również dziękuję.

Rozmowę przeprowadziła Paulina Pytel

 

WALENTYNKI

OKIEM SCEPTYKA

McDonald’s czy Halloween to tylko niektóre symbole kojarzone z kulturą zachodnią, jakie wraz z upływem czasu stopniowo przenikają do kultury polskiej. I chociaż Halloween nie zdobyło tak ogromnej popularności wśród Polaków, to jednak istnieje inne święto, które od wielu lat robi furorę w Polsce, są to Walentynki. Ale czy na pewno tradycja ta została zapoczątkowana za oceanem? Otóż nie.

ŚWIĘTY WALENTY

Wielu ludzi kojarzy genezę obchodów 14 lutego jako święta zakochanych z osobą świętego żyjącego w III w., skazanego na śmierć za udzielanie potajemnych ślubów i złamanie tym samym rozporządzenia cesarza rzymskiego Klaudiusza II, który zakazał zawierania małżeństw w obawie, że młodzi, żonaci mężczyźni nie będą przyłączać się do jego armii. To chyba najpopularniejsza z wersji, ale jeśli zagłębimy się bardziej, natrafimy na ciekawy zwyczaj  w starożytnym Rzymie.

A W STAROŻYTNYM RZYMIE…

Święto obchodzone 15 lutego ku czci boga Fauna, związane było m.in. ze składaniem ofiary w postaci kozy na znak płodności i psa na znak oczyszczenia. Najciekawszą jednak praktyką, która zwróciła moją uwagę, było  bieganie po ulicach z rzemykami z pociętej skóry kozy, moczonymi w jej krwi i uderzanie nimi kobiet i pól uprawnych.  Miało to zapewnić większą płodność i większy urodzaj. To by było na tyle, jeśli chodzi o korzenie Walentynek. Cóż, przyznacie mi chyba rację, jeśli powiem, że w rzymskim sposobie obchodów święta zakochanych było coś makabrycznego.

KONKURS, PRZYMUS I OBOWIĄZEK?

A jak jest dziś? Luty to specyficzny miesiąc, naznaczony czerwonymi serduszkami i tłuściutkimi amorkami. Jest to jeden z tych okresów w roku, kiedy sklepy dzięki, bądź co bądź, skomercjalizowanemu świętu zwiększają swe zyski. Na wystawach sklepowych króluje czerwień, a gdzie nie sięgnąć wzrokiem, wszędzie mnóstwo gadżetów takich jak poduszeczki małe i duże, figurki, skarbonki, naklejki, maskotki, kartki… obowiązkowo w kształcie serca, a jeżeli nie, to przynajmniej w kolorze czerwonym lub z motywem wspomnianych już amorków. Wszystko to produkowane w niebotycznych ilościach (zapewne większość przedmiotów powstała w Chinach) stało się niczym więcej jak tylko symbolem kiczu.  Czternasty lutego zwykle nawet w szkole mija pod znakiem walentynkowych kartek. Jest to urocza zabawa, ale tak szczerze, chyba nikt nie bierze tego na poważnie? W końcu nie można mówić o prawdziwym uczuciu między gimnazjalistami lub licealistami, co najwyżej o szkolnej sympatii… (dlatego m.in. bawią mnie przesadne reakcje dziewczyn na widok walentynki). A przecież w tym dniu podobno chodziło o celebrowanie miłości… Właśnie „podobno” to słowo klucz. Obserwując to, jak w dzisiejszych czasach są obchodzone Walentynki, mam wrażenie, że stały się konkursem polegającym na zdobyciu jak największej ilości kolorowych kartek lub pewnego rodzaju obowiązkiem (jeżeli nie przymusem), szczególnie jeśli chodzi o mężczyzn. Wyobrażacie sobie, co musiałby przejść nieszczęśnik, który zapomniał o upominku dla swojej „ukochanej”? Skoro więc tradycja ta dawno temu straciła pierwotny sens, dlaczego przywiązywać do niej taką wagę? Może o wiele milsze byłyby drobne gesty, wyrażające nasze uczucia do drugiej osoby na co dzień, niż jeden dzień w roku, który stał się wyrazem tzw. owczego pędu i po upływie którego na półkach piętrzą się stosy zbędnych kartek lądujących i tak w koszu?

ELENI

 

HUMOR HUMOR HUMOR

 

NA JEDNEJ Z LEKCJI:

UCZEŃ: Mogę podejść z zeszytem?

NAUCZYCIEL: A możesz nawet i z widłami.

 

NAUCZYCIEL: Z kim ty gadasz?

UCZEŃ: Z drzwiami.

NAUCZYCIEL: Klamka cię pociąga?

 

NA LEKCJI MATEMATYKI:

UCZEŃ: O, to mielibyśmy już dwa punkty za to zadanie.

NAUCZYCIEL: Nie, to dopiero gra wstępna.

 

 

Uczeń na lekcji matematyki podczas rozwiązywania zadania  z geometrii, patrząc na tablicę, pyta nauczyciela:

„Przepraszam, gdzie jest punkt G?

HUMOR HUMOR HUMOR